poniedziałek, 30 maja 2016

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (4) cz.1

Żelki!
Kolejny rozdział wakacji z ograniczoną odpowiedzialnością. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Przypominamy o podblogu dla postaci tego opowiadania, zapraszamy serdecznie do czytania, zadawania pytań w komentarzach :)
Miłego czytania, 

Wasza Lady.


ESMERALDA IV

- O, rety – jęknęłam. – Czy to jest smok?
- No – potwierdził niedbale Nick.
- Czy to jest Złote Runo?
- No.
- Miecze?!
- No.
- O, kurna...
- No.
Jeśli kiedykolwiek mogłabym podsumować Nicolasa, zdecydowanie rzuciłabym słowo „no”.
Pierwsze wrażenie, jak weszłam do tego wariatkowa? „Olaboga, jak pięknie”. Drugie to był zlepek słów brzmiący mniej więcej: „zabierzciemniestądtujestzapięknieżebytomogłobyćprawdziweobożepsychopacizmieczami”. Nawiasem mówiąc kolejne myśli zbytnio się nie różniły, więc w efekcie w mojej głowie powstał taki mętlik... że w głowie się, cóż, nie mieści.
- Nicooolas – zaświergotałam, kurczliwie chwytając się jego ramienia. – Mnie się chyba coś na mózg rzuciło.
- Żeby jeszcze miało się na co rzucać.
- Weź zwalaj – prychnęłam, klepiąc go w ramię. – Raz po mnie chociaż nie jedź, staram się podziwiać widoki i być miła.
- I tak ci nie wyjdzie, kiciuś – westchnął Nick, klepiąc mnie po głowie. Momentalnie strąciłam jego rękę.
- Źle mi życzysz, przyjacielu od serca. Wsparłbyś mnie chociaż raz.
Kawałek szliśmy lasem, który zdecydowanie pachniał drzewami iglastymi. Co chwilę noga mi się obsuwała na niezbyt twardym gruncie, ale kiedy spojrzałam wgłąb, zauważyłam liczne skały. W odróżnieniu od miejskiego powietrza, tutejsze było... nawet nie miałam pojęcia, jak to określić. Czyste, lekkie, dodające energii, chociaż wiadomo, że od takiego czynnika sił się nie dostaje. Było inne.
- Ja cię zawsze wspieram, kicia – oznajmił mi, jednocześnie wyciągając dłoń przed siebie. – Popatrz, tam jest Jadalnia.
- Masz na myśli stołówkę? – spytałam, wytężając wzrok. Faktycznie, w oddali majaczył kawał przestrzeni, ukryty pod ogromnym baldachimem. Nie widziałam go dokładnie, ale w oczy rzuciła mi się ogromna misa, stojąca w rogu.
- Nie, to Jadalnia. Przyzwyczajaj się. – Uśmiechnął się do mnie, puszczając oko. – Kiedyś jeszcze wszyscy trwali przy tradycji oddawania czci bogom, a swoje ofiary z posiłku wrzucali do tego naczynia.
Zaśmiałam się nerwowo na dźwięk słowa „bogom”. Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiłam.
- Dawali swoje żarcie? Po dobroci? – Pokręciłam głową. – Musieliby ze mną walczyć godzinami, żebym oddała jakikolwiek swój posiłek. Swoją drogą, co tu jest do jedzenia?
- Wszystko – odparł z zadowoleniem, ciągnąc mnie w swoją stronę, bo koło nas przebiegała banda wymachujących patykami osiłków. Nicolas spojrzał na tył grupy i skinął głową jakiemuś mulatowi, biegnącego jako jeden z ostatnich. Z ciekawością odprowadziłam chłopaka wzrokiem.
Uświadomiłam sobie, że przecież Nicolas tutaj wszystkich znał. Znał, rozmawiał, śmiał się... jeśli sobie znalazł inną przyjaciółkę, to go osobiście wypatroszę.
- Kto to? – spytałam, kiedy hołota zniknęła nam z oczu.
- Johnes. Jest od Hefajstosa i zajmuje się dilerowaniem ciasteczek. – Na ostatnie słowa zrobiłam wielkie oczy. – Nawet herosi mają swoje potrzeby, mio sole.
A już się zaczęłam bać, że ten cały Obóz to wariatkowo. Ale skoro lubili ciasteczka, to była jakaś nadzieja.
- Więc... herosi. Okay. Jesteście pierwszym pokoleniem czyyy...
- Nie no, co ty. – Nick zaśmiał się, przeczesując wolną ręką włosy. – Półbogowie byli tysiące lat temu. W sumie to Herakles nadal gdzieś na Morzu Śródziemnym stacjonuje, a Tezeusz chyba na Hawaje pojechał ostatnio jakoś. W każdym razie jesteśmy taką jedną, wielką wesołą rodzinką.
- To znaczy, że jestem twoją siostrą?
Kiedy po pół minuty nadal nie usłyszałam odpowiedzi, popatrzyłam na Nicka. Szedł z zaciętą miną, nad czymś rozmyślając.
- Mało prawdopodobne – zreflektował się, jak go szturchnęłam w żebra. - Będziesz miała raczej boską mamusię, bo twój ojciec jest człowiekiem. Ja jestem od Hermesa.
- To nie będziemy... nie wiem, kuzynami? – spytałam, bo w sumie... to było logiczne. No bo na przykład taka Afrodyta, ona była jakąś tam przyrodnią siostrą Hermesa, Aresa i paru innych. No to wtedy chyba byłabym kuzynką połowy Obozu.
- To tak nie działa – Nicolas pokręcił przecząco głową. – Mam tylko rodzeństwo... że tak powiem, bezpośrednie. Czyli to od Hermesa. Z innymi nie jestem spokrewniony, bo bogowie mają... no wiesz, zupełnie inne geny niż ich boscy rodzice. Mam na myśli, że każdy sobie wykształcił własny charakter. W innym wypadku herosi nie mogliby się ze sobą wiązać.
- Ej, a co powstaje z dwójki półbogów? Ćwierćbóg?
- Nie wdrażajmy się w temat, błagam. – Nick przewrócił oczami. – Czekaj, dochodzimy do domków. Patrz.
Faktycznie, przeszliśmy już odcinek z lasem i znaleźliśmy się wśród mini-budynków, ułożonych w literę U. Naliczyłam ich dwanaście, ale po chwili dostrzegłam, że kawałek dalej od tego skupowiska znajdowało się jeszcze więcej domków, ale tamte raczej nie były w nich poustawiane.
- Te tutaj to mieszkania dla dzieci wielkiej dwunastki, zasiadającej na Olimpie.
- Jedynka i Dwójka to Zeus i Hera? – Puściłam ramię Nicka i podeszłam bliżej do zabudowań. Obydwa budynki były z marmuru, ale ten drugi wyglądał na dużo bardziej przysadzisty.
- Tak. Hera nie może mieć dzieci, bo jest opiekunką szczęśliwej rodziny, więc nie może zdradzić męża. I tak to zrobiła, ale to było... piętnaście lat temu? W każdym razie jej córka zginęła na misji, prawdopodobnie za ingerencją Zeusa.
- To... to straszne – wzdrygnęłam się. – Zabili dziewczynę, bo jej matka źle postąpiła?
- Takie prawa bogów. – Nick wzruszył ramionami, ale widać było w jego oczach, że też nie pochwala ich zachowań. – Zeus, Posejdon i Hades też nie mogli mieć dzieci. Ale w sumie i tak złamali przysięgę. Niektórzy mówią, że dobrze, bo ich synowie pokonali Kronosa i Gaję. Ale to było dawno temu i w sumie większość herosów zapomniała nawet imion Wielkiej Siódemki.
- A teraz ktoś tu mieszka? – spytałam, zerkając na dwa kolejne domki. Jeden wyglądał na domek boga mórz – był długi, niski, z muszelkami wtopionymi w ściany. Ale Czwórka... cóż, Czwórka była porośnięta kwiatkami. Średnio to wyglądało na Hadesa.
- U Zeusa Charles, bardzo spoko gość. Nie jestem pewny, czy już przyjechał, pewnie dzisiaj się będę orientować. W Trójce mieszka, niestety, Jack.
- Dlaczego niestety?
- Bo działa mi i Sebie na nerwy razem ze swoją dziewczyną – wyjaśnił Nicolas, rozglądając się wokół siebie. – A Czwórka jest Demeter. Hades ma Trzynastkę, to ta ciemna, na samym końcu.
Podążyłam za jego wzrokiem i, po ogromnym wytężeniu oczu, zobaczyłam ciemny kształt, chyba jedynie kształtem przypominający domek.
- Tam mieszka Sara i Oscar. Sara z tego co wiem jest na misji, z taką Ines od Afrodyty. Fajne dziewczyny, na pewno je polubisz. Pewnie przyjadą z Oscarem za dwa, trzy dni.– Oscar? Chyba słyszałam to imię, kiedy Nicolas rozmawiał przez telefon z tym Hejkoniem. Czy jak mu tam. - W Piątce mieszkają dzieci Aresa, także serdecznie nie polecam, bardzo lubią szukać dziury w całym, a potem się napierdalać. – Kiedy uniosłam powątpiewająco brew, zaśmiał się i podwinął sobie rękawy. – Przynajmniej kiedyś. Trochę im zostało, ale nie jest tragicznie. Dwie osóbki stamtąd sam, osobiście, przyprowadziłem do Obozu. Takie dwa brzdące.
- I ci nie uciekały, pedofilu?
- Nie no, jak im związałem nóżki i rączki to przestały się wyrywać. – Przewróciłam oczami. Nick pociągnął mnie za sobą, cały czas pokazując domki.
- Szóstka jest Ateny. Z zewnątrz zwykły budynek, ale wewnątrz jest niezły burdel, uwierz mi.
Faktycznie, domek wyglądał niepozornie, miał proste, białe ściany i kremowe zasłony w oknach, przez co nie widać było środka.
- Siódemka to dzieci Apolla. Wali w oczy złotem, nie patrz. Ósemka jest taką ostoją dla Łowczyń Artemidy, bo sama bogini nie ma dzieci.
- Łowczyń? – spytałam, osłaniając oczy od blasku bijącego od Siódemki.
- Banda dziewczyn ze ślubami dziewictwa i łukami. Wszystkie ładne, ale nie lubią facetów. – Ciężko westchnął.
- Najpierw musiałyby i tak przejść mój test, nie martw się – pocieszyłam go, klepiąc po ramieniu.
- Pod warunkiem, że byś przeżyła spotkanie z nimi. Mniejsza. Dziewiątka to domek Hefajstosa, do którego ciężej się dostać niż do królewskiego skarbca. Dziesiątka należy do Afrodyty, dlatego nie radzę tam wchodzić, zarazisz się różem. Dwunastka jest Dionizosa, którego pewnie poznasz przy najbliższej okazji, bo stacjonuje w Wielkim Domu.
- Macie tutaj boga? Serio?
- Taki rodzaj kary. Nie pytaj, nie chcesz wiedzieć, co się stało. No i proszę, oto mój domek. Jedenastka.
Jedenastka wyglądała jak domek letniskowy. Mówię poważnie, taki niepozorny budynek ze zbitych bali drewnianych i prostymi oknami. Nie wyróżniał się niczym, chyba, że swoim lekkim stylem budowy.
W chwili, gdy weszliśmy na schody, drzwi otworzyły się na oścież. A właściwie zostały prawie wyważone przez postać uśmiechającą się aż za promiennie.
- Niiiiiiiiiiiiick! – zapiszczała, a po chwili widziałam tylko plamę pastelowych kolorów i blond włosów, rzucającą się na mojego przyjaciela.
No właśnie. Mojego przyjaciela. Jeśli to jego dziewczyna, to... cholera, nie wzięłam zestawu pytań testujących wiedzę o Nicolasie! Szlag by to!
- Hej, Amy – rzucił Nick, uśmiechając się do blondyneczki. – Dawno cię nie widziałem.
- Byłoby mniej-dawno, jakbyś przyjechał na moje urodziny w kwietniu- mruknęła, ale nie przestała go dusić.- Nie żebym ci wypominała, ale wiesz. Czekałam.
- Amy, masz urodziny w listopadzie.
- No i?Na tych kwietniowych bawiłam się tak dobrze, co na tych w lutym- prychnęła, puszczając go, żeby popatrzeć się na niego jak na wariata. Ale zaraz na jej twarzy pojawił się szeroki, promienny uśmiech.- Stęskniłam się 
Nicolas prychnął rozbawiony, ale on chyba też się stęsknił. Patrzył na blondynkę z czułością i uśmiechał się szeroko. Dziewczyna puściła go i odwróciła się w moją stronę. Zrobiła skonsternowaną minę. 
- Nicolas, braciszku, kochanie... Nie mówiłeś, że przyjedziesz z dziewczyną.
Po pierwsze – braciszek. Uff. Ma szczęście. Oboje mają. A po drugie... dlaczego wszyscy mnie zawsze muszą brać za dziewczynę Nicolasa?
- Nie, Amy, to moja przyjaciółka, Esmeralda – wyjaśnił Nick, patrząc na mnie porozumiewawczo. – Kicia, to moja siostra, Amy.
Dziewczyna niespodziewanie zamarła, a potem uniosła brwi wyżej. Rzuciła Nicolasowi pytające spojrzenie, ten ją zignorował, a dziewczyna znów spojrzała się na mnie, już z normalnym wyrazem twarzy.
- Amy, miło mi – uśmiechnęła się do mnie, więc w pierwszym odruchu odwzajemniłam tę minę. Przyjrzałam się dziewczynie. W pierwszej chwili wydawała mi się... no cóż, pulchna. Dopiero po chwili, kiedy się przyjrzałam stwierdziłam, że nie. Ona była bardzo krągła. I była naprawdę ładna – miała uroczą, owalną twarz, duże piwne oczy i wyglądające na miękkie jasne włosy. Z jednej strony powiedziałabym, że wygląda jak aniołek, ale z drugiej nie do końca. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale ta dziewczyna po prostu coś w sobie miała wyjątkowego. Coś takiego, że nie można jej było sklasyfikować.
- Esmeralda. A więc... wy jesteście rodzeństwem...?- zapytałam, żeby podtrzymać rozmowę.
- Tak- przytaknęła Amy opierając się o drewnianą balustradę.
- Nie- zaprzeczył Nick. Blondynka widowiskowo wzniosła oczy ku niebu, uchylając urażona usta.
- Nie?- powtórzyła, unosząc jedną brew.- A potem będziesz chciał, żeby ktoś ci włosy czesał i prezenty kupował, co?- Nicolas popatrzył się w moją stronę, dając mi do zrozumienia, że nie ma pojęcia o czym ta dziewczyna mówi.- Nie słuchaj go. Jest moim bratem. I ma szczęście, bo inaczej... O, a to jest nasz brat Johnny... Johnny, mordeczko, chodź tutaj!
Podążyłam za jej spojrzeniem, w stronę domku numer jedenaście. Akurat na werandę wyszedł wysoki, chudy chłopak w okularach. Wyglądał cholernie przyjaźnie i tak... tak miło. Ale nie tak, jak niektórzy faceci wyglądają, nie tak ciotowato miło. On po prostu wydawał się strasznie sympatyczny. Do tego miał mysie włosy, takie krótko przycięte i bardzo ładne, piwne oczy.
- Witaj – przywitał się, podając mi rękę. Uścisnęłam ją, chociaż mimowolnie się zdziwiłam. Nie pamiętałam, żeby ktokolwiek ostatnio przywitał się ze mną podaniem dłoni. Ale mimo wszystko wydawało mi się, że fajnie to wyglądało.
- Johnny, tak? – upewniłam się, podnosząc kąciki ust. Fajne imię, niby staromodne, a jednak.
- Tak, a ty Esmeralda, jak się domyślam.
- Domyślasz się?
- Też. Ale przede wszystkim widzę gesty Amy i minę Nicolasa.- Obróciłam się w momencie gdy Amy poprawiła bluzę z napisem "Miss me?", a Nicolas ziewał, niby znudzony.- Cieszę się, że mogę wreszcie poznać- dodał, patrząc się na mnie serdecznie, po czym przeniósł wzrok na Nicolasa. – Nick, idziemy zanieść do Hypnosa tę rozpiskę wakacyjną. Chcesz coś dopisać?
- To Eva już przyjechała? – zdziwił się mój przyjaciel. – Miała być za dwa tygodnie dopiero.
- Tak, ale chyba Courtney ją namówiła. W każdym razie widziałem ją dzisiaj. Ma wpaść razem z Helen i Chrisem do nas, wpadłam na nich przy śniadaniu... Chris pytał o ciebie. Biedaczek, jest pierwszy, jego...
- Oni też już są?- przerwał jej w połowie zdania Nicolas. Nie miałam pojęcia o czym mówią.- No tak, pierwszy, ale Thomas już jedzie, dzięki mnie.
- Dlaczego?- rzuciłam, próbując się włączyć w rozmowę.
- Bo przez to, że ja odebrałem ciebie, on musiał pojechać po inną dziewczynę. Inaczej by się obijał przez kolejne parę dni. A Felix? Seba? Kiedy oni przyjadą?
Amy osunęła się trochę po poręczy schodów w dół, w stronę Nicka. Westchnęła ostentacyjnie.
- Mordeczko, czy ja ci wyglądam na kogoś, kto prowadzi rozpiskę, kto kiedy tu będzie?- spytała retorycznie. Nick już miał coś odpowiedzieć, ale dziewczyna sięgnęła do kieszeni bluzy Johnny'ego, wyciągnęła jakiś świstek papieru i oznajmiła:- Według plotek Felix będzie w tym tygodniu. A Seba... hmm, chyba go już widziałam.
Amy ze spokojem zwinęła kartkę i oddała ją okularnikowi. Z pogodnym uśmiechem splotła ręce przed sobą i spojrzała na nas wyczekująco.
- Ktoś jeszcze cię interesuje?- zapytała przymilnie.- O, a Sabina ma do nas wpaść na chwilę, tak na marginesie. Ale ona siedzi tu już długo. Chyba jest u Evy...
- U Evy, do której się bardzo spieszymy- przypomniał jej Johnny. Popatrzył się na mnie z lekkim przepraszającym uśmiechem. Jakby chciał przekazać, że spokojnie, on już zabiera Amy i nie będę musiała słuchać o ludziach, których nie znam. Mówiłam, że miły facet.
- Poszedł bym do niej, ale kicia chce zobaczyć obóz. Fajnie, że przyjechała wcześniej.
- I chwała jej za to, że przyjechała- oznajmiła Amy, posyłając Nicolasowi szeroki, wilczy uśmiech.- Nie mogę się doczekać aż jej opowiem.
- Opowiesz...?
- Opowiem- przytaknęła.- Opowiem o słynnej... no, że mamy nową koleżankę w obozie.- Popatrzyła się na mnie i chyba się nie pomylę, jak powiem, że skłamała mi w żywe oczy, usprawiedliwiając się tylko tym, że: - Eva po prostu lubi poznawać nowe osoby.
- Amy, nawet nie próbuj...- zaczął Nick, ale blondyna już go nie słuchała. Zrobiła niewinną minkę, jakby zapomniała o tym, o czym przed chwilą mówiła.
- Ślicznie wygląda, mordeczka, wychudła przez ten rok – dodała Amy.
- To niech ona może lepiej ci opowie o tym, jak to zrobiła- mruknął Nicolas.- Skorzystałabyś.
Amy sztucznie urażona uchyliła usta, przesuwając się w stronę Johna i rzucając mojemu przyjacielowi oskarżające spojrzenie. Popatrzyła na mnie, z wyrzutem machając dłonią w kierunku Nicolasa.
- Słyszałaś go? I on tak przez całe wakacje!
- Wakacje lepsze niż cały rok- zauważyłam.
- Yhym, to jak Nick, chcesz coś dopisać na listę?- Johnny wtrącił się w idealnym momencie, otaczając blondynkę ramieniem. Dziewczyna była dosyć wysoka, wyższa ode mnie, a przy okularniku, który był chudy i wysoki jak tyczka, wygląda na niższą. 
- Dobra, to pozdrówcie ją. Ja jeszcze pooprowadzam kicię i może do niej wpadniemy.
- Nie ma problemu – rzucił Johnny po czym ruszył za siostrą, która była już w połowie schodów. Gdy do niej dołączyła, dziewczyna uczepiła się jego ramienia, ciągnąc go do siebie i coś mu żywo tłumacząc półszeptem. Co chwila obracała się dyskretnie (na tyle dyskretnie, że nawet się z tym nie ukrywała...) w naszą stronę. Odeszli kawałek od domku, kiedy spojrzałam na Nicka.
- Nicolas, jak słowo daję, jeśli usłyszę jakąkolwiek niepochlebną informację na swój temat, to twoje jaja wylądują w...
- Rozumiem i nie, nie usłyszysz - rzucił lekko, schodząc o jeden stopień w dół.
- To twoje rodzeństwo?

- Co zrobisz, jak nic nie zrobisz. – Rozłożył bezradnie ręce. Zaśmiałam się. – Ty tak nie rechocz. Nowi mieszkają w domku Hermesa. Jeszcze zobaczysz, jak bardzo mam przejebane.
***
Zawsze wiedziałam, że Nicolas fatalnie oprowadza, ale to był już szczyt.
- O, co to? – Spojrzałam na wznoszący się namiot na środku pola. Jego ściany były białe i lśniące (Boże, z czego to jest zrobione?), aż świeciło w oczy. Nie w pierwszej chwili go zauważyłam- dopiero, gdy wyłonił się zza drzew. A zwróciłam na to uwagę tylko dlatego, że jakiś dzieciak popisowo się wywalił, bo prawdopodobnie potknął się o wystający, jak to bywa z namiotami, kołek. No, może jeszcze przez oczojebność tego płótna, ale to zostawmy.
- Mmm – wymamrotał Nick, unikając mojego spojrzenia. – No wiesz, turniej.
Ha?
- Jaki turniej? – spytałam, przyglądając się wielkiej, białej masie. Na jej boku wymalowano pęk ogromnych, różowych i czerwonych róż. – Jakie piękne!
- Belle come te *Piękna jak ty* – zawołał z sarkastycznym uśmieszkiem Nick, zerkając na mnie.
- Przestań! Co właśnie powiedziałeś? Wiesz, że nie lubię, jak gadasz po włosku, bo nic z tego nie rozumiem – poskarżyłam się. Chłopak się zaśmiał.
- Że są piękne jak nasz brzeg. Nad wodą jest ślicznie, ale to nie czas na to. Jutro tam pójdziemy.
Ohoho, ten to umie zmienić temat.
- A turniej, złotko? – spytałam ponownie, uczepiając się jego rękawa.
-  A idźże ode mnie! – Podstawił mi nogę i, wykorzystując zaszczytną budowę ciała, swojego i mojego, wywalił mnie na ziemię. Zaczęłam się śmiać, zwłaszcza że najbliżej stojący herosi spojrzeli w naszą stronę ze zdziwieniem.
– Teraz mnie podnoś! – zażądałam, wyciągając ręce. Nick złapał moją dłoń i podciągnął ją w górę. Kiedy byłam nieco już stałam na własnych nogach, chociaż nieco niestabilnie, z wrednym uśmieszkiem puścił mnie. Z głuchym hukiem upadłam na dupę. 
EJ! Ejejejej! To ja zawsze wszystkich wywalałam, czy to na zbity pysk, czy to na ziemię, czy do basenu… nie istotne! Ale to byłam JA! A nie MNIE!
- Spadaj – mruknęłam, wstając i otrzepując się. Pff, nie chodzi nawet o spodnie- tu się wszystko kręci wokół honoru.
- Nie podskakuj, bo i tak nie doskoczysz – wyszczerzył się chłopak.
W odpowiedzi kopnęłam go w piszczel, po czym ruszyłam wzdłuż lasu. Za dużo nie uszłam bo wiecie co się stało? Oczywiście, że nie wiecie. Ja wam powiem, co się stało.
Alex Benedict Johnson się stał.
- O, czy to…? – zapytałam Nicka, wpatrzona w jedną postać pośród setek.
Jeden z najprzystojniejszych i najlepszych mężczyzn pod słońcem. Pomijam sam fakt, że ja go zauważyłam- ale on (ON!) się na mnie spojrzał! Nie, ja wcale nie traciłam głowy- po prostu mam słabość do niebieskich tęczówek. Alex uśmiechnął się na mój widok i uniósł brwi.
- Czy mnie oczy nie mylą?! – zawołał do mnie chłopak, uśmiechając się promiennie. – Esmeral! Na świętego Apolla, jak ja cię dawno nie widziałem!
ALEX! Rozumiecie to? Alex! Ciacho z blond włosami i tymi cudownymi, niebieskimi oczami! Czy wspominałam, że kocham niebieskie oczy? I lekko zapadnięte policzki, i idealnie skrojone usta, i ten szelmowski uśmiech… Okej, przyznajmy się- ja po prostu uwielbiam tego gościa.
Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do niego. Serce mi biło, ale wiecie- ja nie jestem typem „ON SIĘ NA MNIE SPOJRZAŁ!”. No, może nie licząc pierwszego wrażenia. I drugiego. Okay, umówmy się, pierwsze moje wrażenia są zdecydowanie nie do opanowania. Ale fakt faktem, ja nie latam za chłopakami. Sorry, ale jestem przyzwyczajona, że to oni ganiają za mną.
A teraz, wracając do wcześniejszego tematu. Jak to się stało, że on się znalazł na tym samym Obozie dla nadpobudliwych i nienormalnych dzieci?  
- Oho, Es, popatrz, kogo nam przywiało – zawołał sarkastycznie Nick, przewracając oczami. Popatrzył z nieskrywaną niechęcią na Alexa.
No to po miłym dniu.
- O bogowie, Es – jęknął chłopak, unosząc brwi – nadal przyjaźnisz się z tym idiotą?
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale mój kochany przyjaciel mi przerwał.
- Nie, przecież się nie przyjaźnicie- powiedział, udając zdziwionego. – I nie mów o sobie w trzeciej osobie. To nieco denerwujące.
Czy ja raz nie mogę sobie z kimś pogadać bez pocisków Nicolasa? Dlateczego jemu zawsze, jak rozmawiam (a właściwie to dopiero chcę zacząć konwersację) z Alexem, włącza się ten wkurzający tryb?
- Tak denerwujące, jak ty? – Alex prychnął. – To niemożliwe.
- Zgasiłeś mnie – rzucił obojętnym tonem Nick, jakby drugi chłopak mówił o hodowli rosiczek. Po chwili uśmiechnął się ironicznie. – Coś się stało? Tak zamilkłeś. Znów mam ci dupę ratować?
Alex się mocno zaczerwienił.
Pozwólcie, że wam wyjaśnię. Nie, nie pozwalacie. Cóż, i tak wam wyjaśnię.
Dawno, dawno temu, w klasie szóstej, kiedy to wyjechaliśmy na obóz wakacyjny, pojechał ze mną Nick (a to ci niespodzianka) i - uwaga! - Alex. Było super, fajnie, cudnie, z jednym szczegółem- w grupie była grupka dresów, które… cóż, delikatnie mówiąc nie lubili tego drugiego. Więc pewnego słonecznego dnia, otoczyli moje biedactwo. Ale szlachetny i bohaterski Nicolas ruszył na ratunek, ponieważ… eeee, no po prostu taki typ człowieka. Dobry typ, bo między innymi za to go tak kocham. W każdym razie od tego czasu chłopaki się jeszcze bardziej nienawidzą, nie wiedzieć czemu.
Ha, urażona duma- ot co.
- To, że taka sytuacja zaistniała – powiedział powoli i dobitnie Alex – nie znaczy, że bym sobie nie poradził.
Nick prychnął.
- Nie, wcale – rzucił przymilnie. – Poradziłbyś sobie idealnie, a może nawet nie przeżył! Tak, zdecydowanie to kusząca perspektywa.
- Akurat w tej sprawie nie masz nic w tej sprawie do gadania – warknął Alex.
- Przypomnij mi, proszę… co mnie podkusiło, żeby ci przeszkodzić w „radzeniu sobie” – wycedził.
- O Jezu, chłopaki – jęknęłam, widząc ich zabójcze miny. Normalnie to bym się dyskretnie oddaliła, ale tutaj mają w pobliżu ludzi z mieczami więc... nie.
- A może chęć popisania się przed Es? – zapytał Alex, krzywiąc się.
Och, nie przeszkadzajcie sobie. Postoję.
- Kicia, wiesz, o czym on mówi? – Wyraz twarzy Nicka bardzo mi przypominał mojego rzeczonego „profesora” od historii, przysięgam! Parsknęłam śmiechem, a po chwili rzuciłam:
- Nosz kurde, mnie też chcą w to wciągnąć, jak tak się nie bawię!
- Stresuje się przez ciebie, widzisz? – Alex popatrzył na moją twarz, a potem jego wzrok przesunął się nieco niżej…
Nigdy już nie założę takiego dekoltu, słowo herosa!
- No i jak ty ją traktujesz – westchnął mój przyjaciel z udręczoną miną, przez co znowu dostałam ataku śmiechu. Podciągnęłam nieco rękawy mojej bluzy- było ciepło. – Nie dość, że chowasz się za nią podczas tej kulturalnej rozmowy – to akurat była prawda – to jeszcze w dekolt się gapisz, jakbyś nigdy nie widział. – Już miałam oponować, że on też prawdopodobnie takiego nie widział (za co by mnie zabił, ale spokojnie, przeżyłabym), kiedy Nick posłał mi spojrzenie pod tytułem „zatroskana babcia”. – Takie skarby trzeba chować. – Podszedł do mnie i zasunął zamek błyskawiczny mojej bluzy aż pod samą szyję.
Zaczęłam się głośno śmiać, zginając się wpół. Przepraszam, ale Nicolas to ewenement.
- Gdzie ją tykasz, baranie – warknął Alex, uderzając w rękę chłopaka.
- Mówisz tak, bo zazdrościsz – powiedział z sarkastycznym uśmiechem Nick, po czym, nadal z takim samym wyrazem twarzy, zasunął bluzę chłopaka. – No. Nie zdradzam cię, słonko.
Zakrztusiłam się i kucnęłam, obejmując się za brzuch. I po co mi było przyjeżdżać, wrzodów się nabawię.
- Możesz sobie zdradzać na prawo i lewo – mruknął Alex, podnosząc mnie. – Ale od Es to radzę ci się trzymać z dala.
Nick wydawał się być spokojny- niestety, lekko drżąca prawa dłoń go zdradzała.
- Nie mów mi, co mam robić, kochanie. W łóżku też, bo lubię dominować. – Usilne staranie Alexa, żeby mnie utrzymać w pionie, legły w gruzach, gdy znów zgięłam się i rechotałam. Takie życie. – Kicia, chodź, idziemy, mam dość tego kretyna.
Otarłam łzę z oka i wspięłam się na palce (kocham mój niski wzrost, te sto sześćdziesiąt pięć centymetrów są genialne!) i cmoknęłam Alexa w policzek.
- Cześć. – Puściłam mu oczko i pociągnęłam Nicka za rękaw.
Jeszcze chciało mi się śmiać na wspomnienie ich kłótni, ale odpuściłam sobie. Po przejściu paru metrów mój przyjaciel spojrzał na mnie.
- Czemu ty się ze mną tak nie żegnasz? – rzucił z sarkastycznym uśmiechem.
- Haha, chciałbyś! – Klepnęłam go w ramię.
- No. Chciałbym…
Powiedział to z ironią, ale chyba zmęczyła go kłótnia z Alexem, bo do ostatniego wyrazu wkradło się ciche westchnienie.



Tak wyobrażam sobie Amy, która wita ludzi po ich przyjeździe <3



Co nowego w rozdziale?
Nicolas oprowadza Esmeraldę po obozie. Es wypytuje go o różne rzeczy, sprawy związane z byciem herosem, tym jak tu się żyje. Spotykają rodzeństwo Nicka- Amy i Johnny'ego, a Amy nie może wyjść spod wrażenia, że wreszcie poznała słynną przyjaciółkę Nicka, Es. Amy i John sobie idą, a Esmeralda dalej zwiedza obóz. I wtedy, nagle, niespodziewanie, bum! Spotyka starego znajomego, ideał faceta. Alex i Es są zachwyceni, że wpadli na siebie po ach, a tylu lat, a Nick nie kryje się z brakiem sympatii do faceta.

5 komentarzy:

  1. To jest Ever :D
    To jak piszesz i z jakimi szczegółami, to mnie powala :D
    Czekaaaam... na nexta :P

    Zuzu
    0zuzol0.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Me oczy płaczą.
    Jak ona go podle freindzonuje...
    AMY I JOHHNY TO MOJE MIŁOŚCI.
    Sorry, że tak krótko, ale nie wiem co jeszcze napisać.
    Z-A-J-E-B-I-S-T-E.
    Okej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak btw - nominowałam was do LBA!
      Więcej informacji na:
      wielka-czworka-przyjaciol-hogwartu.blogspot.com

      Pozdrawiam
      Okej

      Usuń
  3. uwaga, czepiam sie- Piper, w twoich niektorych rozdzialach jest tak duzo opisow, a w kolejnych juz tak malo... brakuje mi tu opisow obozu, opisow mysli esmeral, opisow tego co robili inni, co sie dzialo, czegos takiego... powiedzmy ze tla. esmeral i nicolas sobie chodza, rozmawiaja, es mowi jak ktos cos tam powiedzial i rzuca (moimi ulubionymi) spostrzerzeniami wartymi miliony. tak, są szczegóły- te perełeczki, ale brakuje mi tego ogolnego obrazu.
    uwaga: skonczylam.
    poza tym to nie umiem sie gniewac, bo kolejny rozdzial, kolejne nowe urozmaicena zwiazane z re-pisaniem tego. jest pieknie. ach, te wszystkie 'felix wraca wtedy', 'thomas pojechal po taką, po ktora ja mialem jechać, ale...' mamciu, swiat jest jednak maly! ;p
    i och, alex. nie bede nawet sugerowac spojlerow, ale... kurczaczki, nie moge napisac tego co bym chciała bo moj komentarz zasugeruje to co bedzie potem...! przypomnijcie mi, zebym kiedys poruszyla te kwestie ;p
    czekam na kolejne rozdzialy, czekam na kolejnych shipperow nicka i es (ahahah amy i johnny pewnie mieli dosyc nicolasa, ktory co wieczor opowiadal im o swojej przyjaciolce; swoja droga reakcja rodzenstwa na 'to TA esmeralda' byla genialna!; amy tu tez u ciebie jest cudna, kocham), czekam na pojawienie sie bakłażanów, seby i felixa, całej reszty!
    andzia

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzygam tęczą :') Co tu komentować, genialne! Dodałaś Alexa, hmm, słodko! xDDD Mrs. Truskaweczka is coming! ^^
    ~Nez

    OdpowiedzUsuń