niedziela, 5 lutego 2017

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (10) cz.2

Żelki!
Powiem krótko i zwięźle!
Cieszcie się Wakacjami, tak rzadko są dodawane!
Wasza NightLady <3
PS. Przypominamy o poście-niespodziance, zachęcamy do przeczytania i zastanowienia się :)



Jak to się mówiło? Z deszczu pod rynnę.
Najpierw moja macocha, która sama w sobie była uosobieniem Belzebuby, zadań domowych i rodzynek w serniku razem wziętych, w dodatku mówiąca o rozwodzie. A teraz proszę bardzo – Vicky. Nawet nie wiem, co gorsze.
Ledwo otworzyłam usta, żeby jej to wytknąć (i przy okazji opowiedzieć o moich spostrzeżeniach dotyczących podobieństwa jej i ściany, to było wyborne!), ale potknęłam się o, cóż, własne nogi. Długie i bardzo fajne, ale jednak moje. Kto wymyślił potykanie się o własne nogi? W takich przypadkach jestem za karą separacji od Nutelli. Kategorycznie.
Mam to samo zdanie na temat... hm, czysto hipotetycznie, na przykład ZMUSZENIA BIEDNEGO DZIECKA NA OCZACH CAŁEJ WIDOWNI DO ROZMOWY ZE ZNIENAWIDZONĄ MACOCHĄ O ROZWODACH. Czysto hipotetycznie, oczywiście.