Spis Opowiadań


Opowiadania


Wieloczęściowe


Wspólne

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością 

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (1) cz.1

czyli o piekielnych teletubisiach, Zdzisiu i samotnych duszach chodzących do łazienek.


– Słucham. Bitwa o Anglię. Rok?
Achhhh… To ta, gdzie teletubisie zestrzeliwały Rusków? Nie…?
- Omm…
- To nie medytacja, dziecko.
Niech żyje dowcip mojego historyka. Naprawdę, powinien dostawać za takie odpowiedzi humorystyczne Noble.
- Nie widzę różnicy pomiędzy medytacją a lekcją historii, panie profesorze – odpowiedziałam spokojnie, miło się uśmiechając. – Na jednym i drugim najchętniej by się spało. 


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (1) cz. 2

czyli o geografo-krecie, ciasteczkach i nieprzyjemnym incydencie z zegarem.

- Siadaj - skinął na mnie, ale nawet nie obdarzył spojrzeniem. Jedynie przetarł twarz dłońmi, jakby chciał się rozbudzić. 

- Oj, niech się pan tak nie przejmuje! - pocieszyłam go i podeszłam do biurka, nachylając się nad załamanym nauczycielem. 
Pochylał się tak nisko nad blatem, z zaplecionymi rękoma za głową, że mogłabym uznać, że zasnął. No cóż, nie dziwię się. On siebie słucha przez całe życie.
- Co ty jeszcze ode mnie chcesz, panno Rowllens. Kazałem ci usiąść.
- Przyniosłam panu ciasteczko- oznajmiłam i wyciągnęłam w jego stronę okrągły czekoladowy placek, który wzięłam od dyrektora.- Tutaj jest nadgryzione, ale spokojnie, jestem zdrowa.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (2) cz. 1

czyli o niewychowanej policji, problemach technicznych i przyjacielu nie od serca.


– Poza tym ty nie masz kalendarza.
- A, zdziwiłabyś się. Potrzebowałem się dowartościować i sobie kupiłem taki mały, ładny kalendarzyk z żurawiami.
Z każdym jego słowem moje brwi unosiły się coraz bardziej w górę
- I cierpisz z tego powodu, jak mniemam?
Przewróciłam oczami.
- Oczywiście. To wryło mi się w pamięć. Już zawsze będę pamiętać moment, w którym moja szkoła zrobiła jedno wielkie BUM.
- Bum?
- Bum.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (2) cz. 2

czyli o braku krzeseł, kazaniach i wyjątkowo przystojnych praktykantach.


- Nie wiesz o mnie nic.
- Masz szesnaście lat, szesnaście i pół. Przeskoczyłaś klasę. Jakim cudem, masz raczej słabe stopnie.
- To przez szkołę- mruknęłam zirytowana.
- Mieszkasz sama z matką, na jakimś osiedlu, nie pamiętam gdzie. Jak miałaś cztery lata, zadzwoniłaś na policję, bo nie mogłaś znaleźć pluszowego zająca, ale że zając nazywał się Mumu, gliny uznały, że porwano ci mamę, a ty po prostu nie umiałaś mówić jeszcze po angielsku. Oskarżyłaś sąsiada- rzucił kpiąco, ale zanim zdążył coś dodać, przerwałam:
- Dobrze, starczy! To dlatego, że mieliśmy w przedszkolu zajęcia o bezpieczeństwie…! I skąd to wiesz?
- Jak cię przesłuchiwali poczytałem twoje akta na korytarzu- rzucił lekko.- Masz urocze zdjęcie w aktach. Zawiodłem się, że w realu nie masz zeza.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (3) cz. 1

czyli o ptakach stymfalijskich, prawie jazdy i półbogach.


I nagle coś mnie tknęło.
- Nick… - Przypatrzyłam mu się. – Ty masz szesnaście lat.
- Łał. – Pokiwał z szacunkiem głową. - Skapnęłaś się po dwunastu latach. Kocham cię, kicia, niech żyje refleks.
Milczałam przez chwilę.
- Czy ty prowadzisz samochód?
- A co mam innego robić?
- Nick. Ale ty nie masz prawa jazdy.
Chłopak popatrzył się na mnie przeciągle i zabrał swoją dłoń z powrotem na kierownicę.
- Naprawdę to jest twój największy problem w tym momencie? Że mam szesnaście lat i prowadzę samochód?


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (3) cz.2

czyli o uroczych pogawędkach w samochodzie, prostytutkach i martwym ptaku.


- Nie wyjeżdżaj mi tu z żadną ‘chica’, Włochu jeden- zawołałam, unosząc rękę i wskazując na niego ostrzegawczo palcem, jakby ten gest miałby dodać mi groźności.
- Właściwie, jak już, to „Hiszpanie jeden”. Chica to hiszpańskie słówko- poprawił mnie z obojętnością.- Ale mogę cię zapewnić, że jestem stu procentowym Amerykaninem z Angielskim pochodzeniem jedynie. No i może greckim po ojcu. No wiesz, bogowie greccy. Tak jak ty z resztą- dodał, zerkając na mnie i lekko unosząc kąciki ust. Jeżeli chciał mnie tym wkurzyć, to mu się udało.
- Nie jestem żadnym grekiem! Ani ty!
- Jesteś- posłał mi przesłodzony uśmiech i mrugnął jednym okiem. Zacisnęłam dłonie w pięści i zagryzłam wargę, kiwając z politowaniem głową, żeby tylko nie wybuchnąć.- Czy byłoby bardzo źle, jakbym teraz walnął, żebyś nie udawała greka?


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (4) cz.1

czyli o szalonych rozpiskach, domkach obozowych i no.


- Poszedł bym do niej, ale kicia chce zobaczyć obóz. Fajnie, że przyjechała wcześniej.
- I chwała jej za to, że przyjechała- oznajmiła Amy, posyłając Nicolasowi szeroki, wilczy uśmiech.- Nie mogę się doczekać aż jej opowiem.
- Opowiesz...?
- Opowiem- przytaknęła.- Opowiem o słynnej... no, że mamy nową koleżankę w obozie.- Popatrzyła się na mnie i chyba się nie pomylę, jak powiem, że skłamała mi w żywe oczy, usprawiedliwiając się tylko tym, że: - Eva po prostu lubi poznawać nowe osoby.
- Amy, nawet nie próbuj...- zaczął Nick, ale blondyna już go nie słuchała. Zrobiła niewinną minkę, jakby zapomniała o tym, o czym przed chwilą mówiła.
- Ślicznie wygląda, mordeczka, wychudła przez ten rok – dodała Amy.
- To niech ona może lepiej ci opowie o tym, jak to zrobiła- mruknął Nicolas.- Skorzystałabyś.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (4) cz.2

czyli o dzisięcio-gwiazdkowym hotelu, łyżeczkach, przemielonych hot-dogach i tym Dionizosie.


- Okradłeś cały hotelowy bufet?
- Teraz, o ile dobrze pamiętam, sama wsiadłaś do tego samochodu. Znowu.
- Niby tak, ale dopiero jedzenie mnie przekonało- zbyłam go.
- Już nie jestem porywaczem?- prychnął rozbawiony.
- Jesteś. Ale teraz daję się porywać. I nie myśl, że to z twojego powodu; darmowe jedzenie kusi.
- Ktoś musi ci przybliżyć definicje porywania- skwitował, zerkając na mnie ze swoim cynicznym uśmiechem na ustach, po czym obrócił głowę w kierunku jezdni.- Przynajmniej w końcu jakieś postępy.
- Och, no pewnie- zawołałam rozbawiona.- I tak uważam, że dojedziemy do jakiegoś rowu, ale stamtąd ucieknę bez problemu. Chyba, że to kryjówka twojej sekty i wyjdzie ośmiu rosłych chłopów. Wtedy będę mieć problem.
- Znajdzie się paru takich w Obozie- rzucił lekko.- Rowllens, zapewniam cię, że to nie jest sekta, tylko coś jak…wakacyjny obóz. To będą takie urocze wakacje.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (5) cz.1

czyli o niewiernych przyjaciołach, rozmowach przy wschodzie słońca i Włoszech.


Nick puścił jej oczko i odpowiedział:
- Jasne. Poszukam jej, ale potem. Oprowadzam kici… znaczy nową.
Dziewczyna obrzuciła mnie uważnym spojrzeniem niebieskich oczu. Nie odwróciłam wzroku- wpatrywałam się w jej tęczówki z pewnością siebie i spokojem.
- Znacie się? – zwróciła się do Nicolasa, ignorując mnie.
Chłopak wzruszył ramionami i odezwał się szarmancko:
- To moja przyjaciółka, Kari.
W końcu (kiedyś to musiało nastąpić) nie wytrzymałam i rzuciłam ze spokojem:
- Wybaczcie, że przerywam wam tę emocjonującą grę wstępną, ale z Nickiem spieszyliśmy się... – w myślach popatrzyłam na listę rzeczy, gdzie moglibyśmy iść. Wybrałam jedną opcję. A były dwie, ale ze względów technicznych kuchnia niestety chyba nadal nie obsługiwała interesantów. I dobrze, jeszcze ta dziunia by sobie pomyślała, że lubię jeść. Nie żebym nie lubiła, ale ona akurat tego nie musiała wiedzieć. - ...do lasu. Wiesz, spotkania ściśle tajne przez poufne.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (5) cz.2
czyli o lunatykowaniu, psychologistykach, rozwiązanych sznurówkach i dobrych znajomych.


- Alex ustąpił miejsca Sabinie. I dzięki bogom, bo równie dobrze zwycięzcę Turnieju moglibyśmy ogłosić już jutro, kiedy wylosujemy drużyny.
- Tak? I myślisz, że kto to by był?
- Proste. Ta z największymi cyckami.
Usłyszałam ciche westchnienie.
A ja powstrzymałam atak śmiechu, rozbawiona prostolinijnością tej dziewczyny. Nie ma co, podobała mi się ta odpowiedź.
- Przeprowadzaliście tą ankietę tylko wśród dziewczyn?
- Nie,- przyznał Simon- jednak nie wszyscy odpowiadali szczerze. Niektórzy dla zabawy, niektórzy byli przygotowani przez innych jak odpowiadać…
- Właśnie. Niektóre dziewczyny namawiały innych, żeby głosowali na przykład na Nicolasa- dodała dziewczyna.- Cóż, nie żebym miała coś przeciwko takiemu wynikowi. Jakby została ich trójka, wniosłabym o zasadę, że po każdej z planszy, sędziowie muszą zdjąć koszulki i…
- Nie- przerwał jej Simon.- Olivia. Nie.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (6) cz.1

czyli o starszofilii, partyjce pokera i zażartej dyskusji z bogiem seksu.


- Oj nie ma mowy – zaśmiał się, zapinając zegarek na nadgarstku. – To nie byłaby randka ze mną, tylko z tobą. Podejrzewam, że odpowiadałabyś za mnie na wszystkie pytania.
- Mój Boże, jak ty mnie dobrze znasz – westchnęłam, biorąc go pod ramię. – Z kim i gdzie?
- Z Chejronem w wielkim domu – odpowiedział, szczerząc się do mnie jak głupi. Momentalnie od niego odskoczyłam, przywołując niesmak na twarz.
- Nicolas, wiedziałam, że jesteś dziwny, ale zoofilia?
- A Chejron jest faceeteem – zaświergotał, łapiąc mnie szybko w talii i przyciągając do siebie. – No, przynajmniej w połowie. W drugiej połowie jest...
- ...koniem. Pierdoło... – jęknęłam, chowając twarz w dłoniach. – Dobrze, że nie ma pięciu lat i winorośli owiniętej wokół du...
- On ma parę tysięcy lat – oświadczył Nick, kiwając z powagą głową. – Chyba nie istnieje coś takiego jak starszofilia.
- Skończ – poprosiłam, rwąc z drzewa jednego liścia i mnąc go w dłoni. – Po prostu skończ.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (6) cz.2
czyli o tym, jakie skutki może mieć narada, dyskryminacji, przystojnym blondynie i wsparciu uczestniczki.


- Graj, Esmeral, graj. Uśmiechnij się- syknęłam do niej, porozumiewawczo kiwając głową, starając się wyglądać na tak rozbawioną jak wszyscy wokół.
- Vicky, ale ja…- zaczęła, próbując wyswobodzić nadgarstek z mojej dłoni.
- Czyli wy dwie chcecie wziąć udział w Turnieju?- zapytał Milos, przeuroczy kretyn i rasista w jednym.
- Tak!
- Nie?
- Tak -poprawiłam Es dobitnie i uśmiechnęłam się do Milosa promiennie. Kiedy Esmi kopnęła mnie w kostkę, puściłam jej rękę i dodałam:- Czyli wszystko pięknie. Znalazłam drugą ochotniczkę i bardzo chętnie dołączymy się do którejś z grup.




Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (7) cz.1
o obieraczkach, kartotekach, a raczej segregatorach, cenach smyczy i zbyt opanowanych ludziach


- Mam przyjaciela do sprzedania – zwrócił się do Evy, łapiąc Sebę i stawiając go przed sobą.-  Glanc nówka nieśmigana, po promocyjnej cenie za paczkę „Prezydentek”. – Mówiąc to, okręcał go, prezentując go z każdej strony. – Mogę dorzucić Felixa, jak już wróci. 
- Chyba będę ich musiała trzymać pod łóżkiem – zastanowiła się Eva, przejeżdżając Sebastiana z góry na dół wzrokiem. Zrobiłam krok i ustawiłam się obok niej, zaplatając ręce za plecami. – Ale paczka „Prezydentek” to trochę wygórowana cena. Nie dałabym pół nawet za ciebie, Nicolas. 
- Weź ich – stwierdziłam. – Dorzucę ci Nicka w gratisie, pod warunkiem, że pomożesz mi odebrać od niego te „Prezydentki”. – Cokolwiek to było, chciałam to zobaczyć. A jeśli to było żarełko, to zjeść. Trzeba korzystać z życia. 
- Cholera, kicia, następnym razem sama sobie będziesz kupowała czekoladę – stwierdził Nick, na co pokazałam mu język. 
- I tak nie lubiłam tych truskawkowych, co mi kupowałeś – oznajmiłam, a on udał, że chwyta się za serce. Oczywiście, że lubiłam te czekolady, ja lubię każdą czekoladę, ale nie musiał o tym w tamtej chwili wiedzieć. Kiedyś mu sprostuję. 
- Ale jak widać je wżerałaś – odparował, mierząc mnie wzrokiem. No cymbał. 
- Wiesz, Eva, możesz go sobie wziąć w zupełnym gratisie, nawet ci te całe „Prezydentki” dorzucę. 
- Ale będą mi hałasować – powiedziała, opierając brodę na pięści. – I brudzić. Wiesz, jak faceci brudzą?
- O, wypraszam sobie – rzucił Sebastian, kładąc ręce na biodrach. – Umiem nawet obsługiwać miotłę, ziom! Nie dyskryminuj mnie.
- Sebuniuniu – zacmokała Eva, kręcąc głową. – Ale smycz kosztuje. 
- Jesteś okropna. 


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (7) cz.2

o kojarzeniu ludzi, Turnieju i liczeniu zasad narady


- Rozpoczęcie zaczyna się o dziewiątej rano…
- Tak wcześnie?- jęknęłam odruchowo, po czym dodałam, patrząc na Es:- Jak tak, to niech się później nie dziwią, że nic mi nie będzie wychodzić…!
- O bogowie, właśnie- poparła mnie i wykrzywiła usta.- Za mało…
- Uwaga, wprowadzam zasady tego spotkania!- zawołał Milos, skupiając uwagę na sobie. Wszyscy spojrzeli na niego zdumieni, tą gwałtownością zmiany tematu. Jednak wszystko stało się jasne, kiedy mój przyjaciel wyrecytował zasadę numer jeden:- Victoria Rowllens nie odzywa się do mnie i nic nie komentuje. Kolejne zasady dojdą w trakcie.
Wspominałam coś kiedyś o dyskryminacji, cholera?
- Widzisz? A mówiłam, że zapamiętanie mojego imienia i nazwiska dobrze ci zrobi- wyszczerzyłam się słodziutko, tym samym wzbudzając śmiech wszystkich wokół.
- Nie łam zasad!- pisnął chłopak, a ja z Es popatrzyłyśmy na siebie, rozbawione jego tonem i obie z trudem powstrzymałyśmy śmiech.


 Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (8) cz.1
o cholernych porankach, pomarańczowych bandankach, wf-istach, handlowcach, prawie wygranej olimpiadzie matematycznej i telefonach


- Zamknij się Nicolas. – Uśmiechnęłam się do niego słodko, po chwili wracając spojrzeniem na stojącą blondynkę. Ta z rozwalającym uśmiechem podała mi rękę, przesuwając okulary na nosie w górę.
- Gabriela, niestety mieszkam blisko tej twojej pierdoły i mam to nieszczęście czasem spotykać go na posiłkach. Chyba, że mnie unika. – Posłała Nicolasowi pseudo-groźne spojrzenie, na którego widok chłopak parsknął śmiechem. – Następnym razem mi powiedz, kiedy przyjeżdżasz, bo zaczęłam cię nawet po naszych obozowych bunkrach szukać.
- Mamy obozowe bunkry? – spytałam, po chwili wskazując na Nicka. – Możemy go tam zamknąć? Proszę?
- No olaboga, kicia, czemu ty mnie zawsze chcesz zamykać? – zdenerwował się Nicolas, zaplatając ramiona na piersi i patrząc na mnie z góry (co wcale nie było zabawne, bo był ode mnie wyższy o prawie głowę). – Byliśmy w kuchni, koło lodówki, chciałaś mnie tam wsadzić, żebym się zamroził.
- Nieprawda, tam było za dużo jedzenia, nie opłacałoby mi się to. – Wywrócił oczami. – Chyba, że bym to wszystko wyjęła. I zjadła. To tak, zamiast mogłabym tam ciebie włożyć.
- Przechodziliśmy obok więzienia, a kicia „Ej, Nicolas, patrz, tam powinni być twoi współlokatorzy!”. – kontynuował Nicolas, na co tym razem ja przewróciłam oczami.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (8) cz.2
o szumiącej trzcinie, równowadze, firankach, braterskiej miłości Thomasa i jednorożcach

- Nie tak, stępisz go!- zawołał.
- Kogo, ciebie? Ciebie tępię całe życie i nigdy…
- Miecz! Nie szuraj!
- Jesteś przewrażliwiony- zawyrokowała Es, wbijając miecz w ziemię i opierając się o niego.
- Es, wyjmij to…
- Nicolas, zachowaj równowagę…- wtrąciłam identycznym tonem patrząc na niego znacząco i z rzekomym zrozumieniem.
- Kicia, wyjmij ten miecz z ziemi. Nie trzymaj go tak.
- Bądź szumiącą trzciną, Nick…
- Człowieku, to jak?!- brązowooka z frustracją prychnęła, z trudem unosząc metal nad ziemię.- Powiedz mi jeszcze, że nie mogę nim walczyć, bo go wyszczerbię! Albo, że mam ciachać powietrze, bo substancje z których zrobiony jest ten słomiak, źle działają na jego połysk!
- Nie, nie martw się Es- zawołałam za nią.- Jeżeli twoje przypuszczania okażą się prawdziwe, zawsze zamiast manekina możesz poćwiczyć na hipokrycie obok.- Nicolas pokazał mi wysoko uniesiony w górę trzeci palec ręki, od lewej i prawej strony licząc... Odpowiedziałam najsłodszym uśmieszkiem na jaki było mnie w tamtej chwili stać. Często mi to pokazywał, po woli zaczynałam przyjmować ten gest za znak miłości do mnie.
- Victoria, ty też wstawaj- zarządził.- Ćwiczycie obie.
- O cholera, cofam- jęknęłam i wykonałam taki ruch ręką, jakbym odsuwała ich od siebie jak niechciane okruszki.- Nick, złotko, jesteś zajebistym trenerem. Idź tam i z Esmi ćwicz… tę, no. Równowagę.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (9) cz.1

o pobudkach w 11, tańcach deszczu, zakładach, żeńskich szatniach, magii, truskawkach i zasadach


- Z racji tego, że jest już odpowiednia godzina… Zaczynamy! (...) O nic się nie martwcie, wszystko jest tak zaplanowane, że wy tylko idźcie do szatni. Tam was znajdziemy i upewnimy się, że tym razem nikt nie spędzi zawodów w piwnicy, bo się zgubił.
Chejron urwał, i słusznie, ponieważ cała jadalnia zawrzała od śmiechu. Ktoś krzyknął:
- To było celowe!
Popatrzyłam się na rodzeństwo Hermesa, których to wspomnienie też rozbawiło. Amy obróciła na ławce, żeby krzyknąć coś w tłum, do owej osoby, która się „zgubiła”, Chase uśmiechnął się do siebie,, ale zaraz postanowił mi wytłumaczyć o co chodzi:
- Kilka lat temu był Turniej, inny Turniej, a taki jeden Chris zamiast trafić na miejsce zawodów zatrzasnął się w piwnicy.
- A najlepsze jest to- przerwał Chase’owi Nicolas z pełnym podziwu spojrzeniem.- Że nikt przez trzy godziny się nie zorientował, że zamiast niego udział bierze Felix.
- Sam Felix też się nie zorientował, że zastępuje Christophera - dopowiedziała Amy, tak, jakby go doskonale rozumiała. - Był pewien, że to on powinien brać udział w tamtym Turnieju.
Razem z Es wymieniłyśmy znaczące spojrzenia. Jeżeli, cholera, tu można spędzić godziny w klaustrofobicznym pomierzeniu, a nikt się nie połapie, że zastępuje cię ktoś inny, to ja też miałam obiekcje, czy to bezpieczny pomysł spędzić tu wakacje.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (9) cz.2

o ploteczkach z geografem, braku publiczności, zwolnieniach i ucieczce przed śmiercią


- Co tu się dzieje, dlaczego z panem rozmawiam?
- Też żałuję- bąknął wyniośle i przetarł chustką, którą trzymał w kieszeni spodni, swoją dorodną łysinę.- Wszyscy zostaliście poddani próbie. Spotykacie kogoś, na kim chcecie się zemścić, bo coś wam w życiu złego zrobili. Przykładowo: twoja nowa koleżanka, panna Esmeralda McLade… zawsze lubiłem to dziecko, była świetna z kartografii… ta biedna dziewczyna właśnie rozmawia ze swoją macochą. Ines widzi swojego ojca, Jenny rozmawia…a raczej ignoruje samą Demeter, a Charles spotkał się z kolegą ze szkoły, zawiła historia.
- Nie jesteś sorkiem, sorek by takich rzeczy nie wiedział- zauważyłam.- Nie znałby tych imion nawet.
- Faktycznie. Stworzyli mnie bogowie, więc wiem wszystko co się dzieje na tej Planszy… oraz wiem wszystko o tobie, panno Rowllens.
Nie spodobało mi się to ani trochę. Nie zna mnie, nic o mnie nie wie, bo skąd? Bogowie? Aż parsknęłam śmiechem i wywróciłam oczyma.
- Ulubiony kolor?
- Sama nie wiesz. Ale na razie uważasz, że srebrny, czarny i szary.
- Ulubiony film?
- Też nie masz jednego.
- Najgorszy przedmiot?
- O dziwo chemia. Schlebiasz mi, panno Rowllens.
Cholera, dobry jest…
- Czyli mam tu z panem siedzieć? To tortury czy co? Co to ma do Nemezis?
- Masz ze mną rozmawiać, rozmawiać, aż tak się zirytujesz, że będziesz chciała się na mnie wyżyć- oznajmił, takim tonem, jakby opowiadał o głodzie w Nigerii.- Nemezis. Kara. Gniew bogów. 


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (10) cz.1

czyli o uroczym rodzinnym spotkaniu, błędach przeszłości i papierach rozwodowych

- Mamusia – wycedziłam jadowicie. Przez chwilę nawet miałam wrażenie, że wyrosły mi kły, z których ściekała trucizna, dzięki czemu mogłabym opluć wszystko dookoła.

Dobra, żartuję, wkurzyłam się po prostu. Już miałam od niej spokój. Nie widziałam jej kilka dni i to były najbardziej spokojnych kilkadziesiąt godzin w moim życiu.
- Jaka sarkastyczna – prychnęła, na co ja odpowiedziałam dziwnym, wykrzywionym wyrazem twarzy. – Nie krzyw się tak, jesteś wtedy taka brzydka.
- Na szczęście ty nie potrzebujesz żadnych grymasów, żeby taka być – rzuciłam, lustrując ją od stóp do głów. – Po coś tu przyszła?
- Jaka ty jesteś bezpośrednia. – Błąd. Jestem bardzo delikatna. I subtelna. I wrażliwa. Chyba, że mam do czynienia z nią. Nie wierzcie jej, jestem bardzo miłą osobą. – Wpadłam na wasz Turniej! – oznajmiła z entuzjazmem, zaczynając się przechadzać po pokoiku. Nie mógł on mieć więcej niż dwunastu metrów kwadratowych, więc za dużo to się ona nie nachodziła. Jednak kroczyła z tą samą wyniosłą miną, obrzydliwie kręcąc biodrami i zadzierając podbródek do góry.
- Chciałaś go zepsuć swoim pojawieniem się? – strzeliłam, wreszcie odrywając się od ściany. Dopiero po chwili doszło do mnie, jak bardzo to wszystko było bez sensu. – Ty nawet nie czytałaś mitologii.
- Może i tak. – Zatrzymała się, stając naprzeciw mnie. Ha, widzicie, miałam rację! Wiedziałam, że nie czytała. Mój teletubisiowy zbiór jest bezpieczny. – Wyglądasz, jakbyś połknęła kija od miotły. Trochę luzu, dziewczyno.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (10) cz.2

czyli o bestiach z idealnym uzębieniem, armatkach wodnych i mokrych koszulkach


Dotrzymywałam kroku Victorii, która dzielnie szurała mieczem po gruncie – już widziałam tę minę Nicka, kiedy się na to patrzył: „Nie! Zostaw! Stępisz go!”. W przełomowym momencie, kiedy się wysiliła i wreszcie uniosła go w powietrze, armatka wodna wytrąciła go jej z rąk, przy okazji wywalając całą jej osobę na ziemię.
- Hahahah, oferma!– zawołałam. Minęłam plującą wodą Vicky i poszłam dalej, nadal patrząc się na nią, już przez ramię i się śmiejąc, gdy nagle jebut! Poczułam, jak traciłam grunt pod nogami, a moja twarz została zalana litami wody.
Określmy to tak, że Vicky, po wyczerpującej torturze podnoszenia się, ponownie rozpłaszczyła się na ziemi, przygnieciona mną. Coś czuję, że Milos był zazdrosny.
- Ał. Ałałałałałałałałał – jęczała dziewczyna. Myślę, że tego powodem nie była nawet moja waga, a to, że grunt był dość nierówny, no i…
E tam, mi było bardzo wygodnie.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (11) cz.1

czyli o zapuszkowaniu kogoś w szatni, jednoosobowych zawodach i punktach turniejowych


- No i co z tego? – Puścił moje plecy, rozkładając szeroko ręce. – Moja rola zwęża się do tego, że siedzę na swoim sędziowskim stołeczku szósty rok z rzędu i pachnę.
- Wcale nie pachniesz.
- Ależ owszem, pachnę i wyglądam jak księżniczka na wieży – westchnął. – Jedyne, co jeszcze by można wliczyć do zakresu moich powinności, to przyznawanie punktów drużynie za świetne tyłki uczestniczek Turnieju. Czego oczywiście nie robię – dodał szybko, widząc mój wzrok. – Czysto hipotetycznie.
- Nie mów, że przyznajecie punkty grupom za dobre dupy – jęknęłam, klepiąc się w czoło.
- Ja nie, ja daję za ogólną figurę – zaczął się bronić. – Thomas daje za cycki. A Sabina jest sprawiedliwa. Chyba, że w grę wchodzi woda, wtedy wszyscy robimy sobie konkurs na mistera mokrego podkoszulka.
- Fajnie – rzuciłam kąśliwie, chociaż, no nie powiem, w przyszłym roku startuję na stanowisko sędziego. Mister mokrego podkoszulka mnie przekonał. – Dajecie specjalne punkty za nokaut na przeciwniku prawym sierpowym w nos.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (11) cz.2
czyli o tym, jak przeżyć w szpitalu, o nieotrzymanych kwiatkach, żółtej farbie i o tym, co się dzieje kiedy Rowllens przypomni sobie, że zepsuła Turniej



Nicolas odchrząknął i z uśmiechem omiótł spojrzeniem nas wszystkich.
- To wy się bawcie dalej, a ja idę sprawdzić co u kici.
- Mogę iść z tobą?!- zawołałam, na chwilę odciągając szmatkę z lodem od nosa.
Alex popatrzył się na Nicka tak, jak na mnie przed chwilą. Syn Hermesa posłał mu szatański uśmiech, ale dla podkreślenia efektu uniósł brwi w górę, jakby nie wiedział o co blondynowi chodzi.
- Nie, raczej nie.- Nick wydął dolną wargę, nie odwracając wzroku od Alexa.- Myślę, że koniecznie powinnaś zostać tu z Alexem, a ja powiem Es, że jeszcze żyjesz. I że masz fachową opiekę.
- Proszę- jęknęłam rozpaczliwie.- Nie zostawiaj mnie tu, nie ręczę za siebie!
Alex wyglądała tak, jakby i on mógł wypowiedzieć moje słowa.
- Ja za ciebie ręczę- przerwał mi mój współlokator.- I liczę na ciebie. Jak się zbliży, pamiętaj: broniłaś się.
- To nie jest śmieszne- wykrzywiłam się.- Pójdę z tobą…!

- Nie dojdziesz tam sama- skwitował Peter kręcąc z powagą głową.- Zaniosę cię.




czyli o uczuleniu na srebro i nie-srebro, dowcipach o zakonnicach, humorze Rowllens, zaangażowaniu Thomasa w sędziowanie oraz metodzie zdobywania przyjaciół przez Jenny

- Choć trzeba przyznać tym nowym, że wyglądają bardzo seksownie w przydużych koszulkach.
- Ile nowych już to kupiło?
- Powiem tak: jesteś pierwszą, która chyba nie kupiła.
- Nie chyba, tylko na pewno nie kupiłam.
Odpowiedział mi drwiącym uśmieszkiem. Nie pozostało mi nic innego jak pokręcić z politowaniem głową i udać, że nie mam ochoty się zacząć śmiać.
Podciągnęłam nogi i usiadłam po turecku, wbijając łokcie w kolana. Thomas znowu posłał mi pełne politowania i wyższości spojrzenie, co robił stanowczo za często i spojrzał na mnie.
- Jesteś w głębokiej depresji.
- Nie jestem - zawołałam urażona.- Czuję się świetnie.
- Rowllens, widziałam cię na śniadaniu. Już wczoraj w szpitalu wyglądałaś lepiej niż wtedy; mimo tego sinego guza zamiast nosa.
Cholera, co by tu wymyślić? Nie mogłam przecież się przyznać, że byłam zdruzgotana tym, że się ośmieszyłam. Ba!, nie mogłam przyznać, że uważam, że się ośmieszyłam! Inna sprawa, że już mi przeszło, ale najwyraźniej trudno jest to uświadomić innym, którzy wiedzą lepiej, jak sama się czułam.
- Nie wyspałam się.
- Nie było cię na imprezie. Byłaś w domu i spałaś.
- Johnny zaciągnął mnie tam siłą - uściśliłam od razu. żeby potem nie było, że jestem aspołeczna...! - Źle spałam, serio. Próbowałam odespać, talerze są bardzo wygodne.
- A Nicolas skonfiskował ci wszystkie sztućce dla zabawy? - posłał mi rozbawione spojrzenie.
- To dlatego, że przez to powietrze mam nagłe uczulenie na srebro. Rozumiesz: pyłki, trawa, truskawki, prądy morskie…
- Te sztućce nie są srebrne.
- Na nie-srebrne rzeczy też mam uczulenie.


czyli jak wyprowadzić Norberta z równowagi, o gotowaniu naleśników, podejściu Jenny do wszystkiego co z Thomasem związane i kłótni o uczucia Rowllens

- A no tak, te wasze przysięgi na Styks. One serio działają, Thomas mnie nie oszukiwał?
- Chyba wyjątkowo nie – powiedział Christopher. - Trup na miejscu jak złamiesz.
- A szkoda, chciałem zobaczyć, jak puszczają mu nerwy… - Thomas tęsknie popatrzył za Peterem ale zaraz wzruszył ramionami. Spojrzał się na mnie i jakby zapomniał o całej sytuacji z Peterem, rzucił swobodnie: - Rowllens, mam sprawę.
- Powtarzasz się.
- Bo mam kolejną sprawę – usprawiedliwił się.
- Kolejną? Czyli teraz jaką?
- No to jak, Rowllens. Z nim się umawiasz, a ze mną nie?
- Ja się z tobą umówię - wtrącił się usłużnie Christopher.
Thomas popatrzył się na niego tak, jakby nie spodziewał się innej odpowiedzi.
- Dzięki stary. To miłe.
- Nie umówiłam się z Peterem, on po prostu nie zrozumiał sarkazmu. Z resztą myślałam, że on pyta właśnie z sarkazmem. Tak jak ty cały czas - powiedziałam do Thomasa, który niewinnie wzruszył ramionami.
- Ale mi nawet przez sarkazm dajesz kosza.
- Och przepraszam, że uraziłam twoje uczucia.
- I znowu sarkazm - zauważył Chris. 




czyli o bogactwie Amy, bajerowniu kici, bezsenności, niepoważnych rozmowach o 3 rano, napadzie na sklep i konsekwencjach braku snu

Nagle westchnął zupełnie tak, jakby właśnie się obudził.
- Jestem skończony.
- Jesteś pijany - poprawiłam go.
- To też prawda – zgodził się ze mną, zsuwając się z klifu na piasek, a potem obracając się przodem do mnie. Siedząc, byłam od niego o pół głowy niższa, czyli patrzyłam na niego z tego poziomu, co zazwyczaj. - Chodź Rowllens, zrobimy wycieczkę do jednego ze sklepów na Long Island. Potrzebuję się upić.
- Właśnie ci oznajmiłam, że jesteś pijany - przypomniałam, nie ruszając się z miejsca, mimo że podał mi rękę, aby pomóc zejść z klifu. - A ty teraz mówisz, że musisz się upić. Kochany, ty naprawdę jesteś pijany. I to nie daje ci ultimatum, by nazywać mnie Rowllens.
- Potrzebuję upić się bardziej - poprawił się, wykrzywiając cynicznie. - Chodź. Sklep czeka.
- To daleko - zauważyłam.- Nie możesz wziąć więcej od Oscara?
Tak, idźmy do Oscara! Mówiłam już, że on jest przystojny? Cholera, a może śpi tylko w spodniach, bez bluzki? Przepraszam, ale jakieś profity z tej sytuacji, w którą mnie wmieszali, mi się należą; potrzebuję jakiegoś wynagrodzenia.
- Wypiłem mu wszystko - posłał mi niemal dumny z siebie wyszczerz. Egoista. Może ja też chciałam coś z życia? - Chodź. Trzy godziny spacerkiem.
Odpowiedziałam mu szerokim, sztucznym uśmiechem. Wstałam, chwytając go za wyciągniętą rękę. Dłonie mimo chłodu miał ciepłe, trochę szorstkie, ale bardzo smukłe, jak u skrzypka albo pianisty.
- W jedną stronę, oczywiście - dodał, kiedy moje stopy dotknęły ziemi.
Nie wytrzymałam i się zaśmiałam. Nicolas zarzucił mi ręką na ramiona i poprowadził w stronę trawy, schodząc z plaży. Czułam, jak lekko się zatacza, ale postanowiłam zwalić to na piasek, i że trudno po nim chodzić prosto…


Wakacje z o.o. (14) cz.2

Wakacje z o.o. (15) cz.1
czyli o plotkach, wyrozumiałości Jenny, ekipie ratunkowej, perfumach i grze w karty, troskliwym Thomasie i powrocie do domu

- Nie? Chryste, Rowllens, nie po to dwa dni namawiałem Kucyka, żebyś teraz po prostu uznała, że nie masz ochoty! No kobieto.
- Namawiałeś? - Uniosłam brwi wyżej, patrząc na niego z politowaniem. Thomas cmoknął i machnął ręką na odczepne.
- Uwierz, jakbym go namawiał, to na Sylwestra nie wróciłabyś do domu.
- Poza tymi fałszywymi oskarżeniami... Nadal jest na ciebie obrażony za te rzeczy, które faktycznie miały miejsce - przypomniał mu szatyn. - Przez te pijawki i sól w łóżku Henry'ego.
- Obrażony na ‘nas’, jak już - poprawił go syn Tanatosa od razu i szybko spojrzał się na mnie.- Nie pytaj i nie zmieniaj tematu.
- A nawet jakbym mogła jechać… To niby z kim?
- Ze mną - oznajmił, jakby innej odpowiedzi być nie mogło. Widząc moją minę, westchnął i uśmiechnął się bezczelnie. - Przecież nie przegapiłbym kolejnej przejażdżki z tobą w jednym samochodzie. To były wspaniale spędzone godziny.
- Mam dziwne wrażenie, że na mnie Chejron też jest obrażony. I był zanim tu przyjechałam. (...) Inaczej nie skazywałby mnie na tyle wspaniale spędzonych godzin z tobą w jednym samochodzie.(...) I nigdzie z tobą nie jadę.
- Dlaczego nie?
- Ponieważ nie zniosę cię siedzącego metr ode mnie przez tyle godzin.
- No dobra - wzruszył ramionami, a ja zdążyłam się zdziwić, że tak szybko odpuścił, kiedy dodał: - Weźmiemy obozowego vana. Posiedzisz w przyczepie, na pudłach z truskawkami.
Uniósł pytająco brwi, jakby chciał zapytać "co ty na to, Rowllens?", uśmiechając się jeszcze szerzej, a jego uśmiech sprawił, że na chwilę przypomniał wilka.
Prawie się nie zaśmiałam, ale szybko sobie przypomniałam, dlaczego nie mogę jechać. Od razu odzyskałam powagę i z gracją podniosłam się z ławki, stając naprzeciwko nich.
- Truskawki przynajmniej lubię - odgryzłam się. Tak, truskawki lubię. Nie aż tak zachłannie jak Doktorek, ale jednak. Chris znacząco uniósł kciuk w górę za plecami Thomasa. - Ale przykro mi, nic z tego. Bo nigdzie nie jadę.


Wakacje z o.o. (15) cz.2

Wakacje z o.o. (16) cz.1




Osobno

Night Lady

> 
> 
> 

Gwiazda

> 
> 
> 



Jednoczęściowe


Osobno

Night Lady

> 
> 
> 

Gwiazda

> 
> 
> 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz