niedziela, 23 października 2016

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (8) cz.1

Nie spodziewaliście się tego rozdziału dziś, co? Ha ha - niespodzianka. Inna sprawa, że pewnie nie spodziewaliście się go już wcale. Ale nie - oto kolejna część Wakacji z o.o.
Lady jest bardzo zarobiona. Przekazuję w jej imieniu Wam, że jest jej strasznie głupio, że tyle czekaliście i bardzo przeprasza. Ale ważne, że już jest! Postaramy się kolejne rozdziały dodawać częściej. Mam nadzieję, że nam wybaczycie i nadal będziecie nas czytać ((:
Miłego czytania ((:


Wiecie co? Jednak nienawidzę poranków.
Nie dość, że nie mam z kim pogadać (wszystko toto leży, chrapie, co za lenistwo i marnowanie czasu), to na dodatek najgorsze rzeczy stają się rano. Włączając w to poznanie Vicky. (Żartuję. Chociaż w sumie… znalazłoby się parę argumentów. I nieeee, na pewno nie znalazłoby się tam stwierdzenie: „Wciągnęła mnie w cholerę niebezpieczny turniej tylko dlatego, że siedziałam obok niej”. To stwierdzenie znajdzie się jako główna przyczyna uduszenia jej we śnie, jak mnie jeszcze dodatkowo zdenerwuje).

Wracając- poranki są złe. I chyba właśnie dlatego za niedługo porzucę karierę rannej sarenki. (No co, sarenka lepiej brzmi od ptaszka. W ogóle kto to wymyślił?). Bo serio, mój niezwykły i beznadziejny poranek, plus część przedpołudnia, ale to już nieważne, miał wpływ na moją psychikę. Na mój biedny, zszargany przez Nicolasa stan umysłowy! Ogarniacie? Mój pokrzywdzony mózg!
A to wszystko dlatego, że cholernie wstałam o cholernej godzinie siódmej i zaplątując się w cholerną kołdrę spadłam na cholerną podłogę, budząc cholerną połowę cholernych mieszkańców cholernego domku Hermesa! Wszyscy cholernie szybko się ocucili i zobaczyli, na jakim cholernym poziomie się znajduję!
Znaczy, precyzując- chłopaki… wróć. Od początku. Cholera, precyzując- cholerni chłopacy popatrzyli na mnie tych ich cholernym wzrokiem, cholerna Vicky cholernie głośno chrapała dalej z cholerną szopą na cholernym łbie, a cholerna Amy usiadła na swoim cholernym łóżku i mnie cholernie opieprzyła, że przerywam jej cholerny sen. W dodatku z cholernej podłogi.
Tak w sumie to podłoga nie jest zła. Nie, ona naprawdę jest fajna- taka zwykła, zawsze możesz ją przytulić… położyć się na niej… co prawda nie w każdym przypadku jest miękka, ale co jest bez wad? Pełni rolę kochanego, czułego chłopaka… z płaską nawierzchnią… A ten, w drugą stronę- jakby się uprzeć, to kto wie, możliwym by było uznać, że pełni dla facetów rolę przysłowiowej „deski”? No, w każdym razie podłoga się przydaje. Ja na przykład lubię zaliczać z nią spotkanie trzeciego stopnia.
Ale w sensie ogólnym jest okej, dobra? Możemy się tak umówić? Nie zszargamy dobrego imienia podłogi. Nie zrobicie mi tego, prawda?
PRAWDA?
- Cholerna kołdra – wymamrotałam, zbierając się z zacnego gruntu. Bądź co bądź, obiecałam, że nie będę mówić źle na podłogę.
A miałam wyjątkowego pecha, bo chciało mi się spać, a tu bach! już na ziemi, już przyduszona tym okropnym wynalazkiem, jakim jest pierzyna.
To było straszne.
Ale to jeszcze nic! To nie jest koniec! W momencie, kiedy pozbierałam się na nogi (zarzucając sobie pościel przez ramię niczym jakaś kurczę hinduska kapłanka), wywaliłam kołdrę na Nicolasa. Był jeszcze pomysł, żeby go przydusić, ale uznałam, że jeśli go zabraknie, to kto mnie popołudniem nauczy szermierki? Grunt to mieć praktyczne podejście. O, i nie miałabym mojego murzyna-handlarza nutellą i żelkami. Wtedy to już w ogóle byłaby tragedia.
Oczywiście mój przyjaciel z typowym dla siebie entuzjazmem jedynie kulturalnie kazał mi się oddalić (wystarczyło wyciągnąć jedną rękę z jednym wyprostowanym palcem… tym takim chyba najbardziej centralnym. Rany, jaki brak kultury, to prawie jakby przeklinał. Muszę go oduczyć, w końcu przeklinanie jest chujowe).
Naturalnie weszłam potem do łazienki, ale (i tu zaskoczenie, bo myślałam, że jestem jedyna) wparadowałam Rudej w sam środek kąpieli. I mówiąc „Ruda” myślę o Suzanne, która z typowo damskim piskiem i przerażeniem w oczach zrzuciła na siebie ręcznik (pomimo, że w wannie była piana na dobre piętnaście centymetrów!). Ani ona, ani ja nie byłyśmy zadowolone. Ona z wiadomych przyczyn, a ja… cóż, powiedzmy, że preferowałabym wleźć do łazienki w czasie, kiedy używa jej chłopak. Nie każdy- na przykład, jeśli poczciwy Johnny zażywałby luksusów w łazience, wolałabym być na drugim końcu Obozu. Na wszelki wypadek. 
Żartuję, Johnny był naprawdę uroczy, i... dobra, jednak zostańmy przy tej wersji z drugim krańcem wariatkowa.
Musiałam czekać całe pół godziny! Rozczochrana, wściekła i z miną, jakbym miała kogoś zabić, zjeść, a potem kości zakopać trzy metry nad… pod ziemią!
Kiedy dziewczyna wreszcie wytoczyła się z łazienki, obrzucając mnie wściekłym spojrzeniem (chociaż to tak serio ja powinnam być wkurzona po tym, jak oglądałam takie widoki!), mogłam ze stoickim spokojem porwać moje MP3. Nick mówił, że nie wolno trzymać elektroniki w Obozie Herosów. Nieprawda, ja jakoś biegałam w lesie, słuchając muzyki i zaatakowały mnie jedynie dwa potwory! To znaczy… nie jestem pewna czy to była kwestia tego, że ledwo co tam weszłam, to one… nieistotne. W każdym razie wbiłam do łazienki, nadal ze stoickim spokojem (nieprawda).
Po dwóch godzinach (jak już mówiłam- nie spałam wystarczająco długo, a ciepełko zdecydowanie pomaga odpłynąć i przy okazji też prawie się utopić) do drzwi zaczęli się dobijać oni- świadkowie mojego bolesnego, w dodatku cholernego upadku na podłogę.
Nie, mylicie się! To jeszcze nic!
Najgorsze było to, że bezpośrednio po tym, jak z Nickiem wyszłam z domku dopadła nas kolejna psychofanka. I nie, nie mam na myśli Karine.
- Moi bogowie, Nicolas! A ja cię z tydzień szukałam!
Wymieniłam spojrzenia z moim przyjacielem, który wydawał się dziwnie spokojny. Ja, widząc pędzącą w jego stronę w podskokach dziewczynkę z długimi blond włosami, do tego dodając szczyptę nieco obłąkanej miny i wielgachne bryle na nosie... to chyba bym się troszeczkę przestraszyła. Tak ociupinkę.
A nie, czekajcie, już przeżyłam spotkanie drugiego stopnia z tą Evą. Jednak byłam dość odporna.
Dopiero po chwili, kiedy dziewczyna przybiegła, nieco zziajana i nadal uśmiechnięta, zaczęłam się jej przyglądać. I jeśli miałabym być szczera, to coś mi w niej kogoś przypominało. Miała bardzo specyficzne, jasnoszare oczy, na które się w pierwszej chwili zwracało uwagę, popatrzywszy na jej twarz, ale mój wzrok przykuły najbardziej włosy. Były naprawdę długie, sięgały jej za pas, mocne i... i kurczę trochę znajome. A szybki ruch, jaki wykonywała, poprawiając okulary na nosie... też mi kogoś bardzo przypominał.
- Przyjechałem dopiero kilka dni temu – wyjaśnił Nicolas, uśmiechając się i kiwając na mnie głową. – Przywiozłem to tutaj.
- No dzięki – obruszyłam się, szturchając go w żebra. Kątem oka zauważyłam jednak, że dziewczyna mi się bardzo specyficznie przygląda. Tak... cóż, w taki sposób, jak ja wcześniej się na nią patrzyłam. – Jestem przyjaciółką tej tutaj obecnej pierdoły, mogę zapewnić, że jestem od niego bardziej rozgarnięta i czasem bywam zabawna.
- Jak się naje.
- Zamknij się Nicolas. – Uśmiechnęłam się do niego słodko, po chwili wracając spojrzeniem na stojącą blondynkę. Ta z rozwalającym uśmiechem podała mi rękę, przesuwając okulary na nosie w górę.
- Gabriela, niestety mieszkam blisko tej twojej pierdoły i mam to nieszczęście czasem spotykać go na posiłkach. Chyba, że mnie unika. – Posłała Nicolasowi pseudo-groźne spojrzenie, na którego widok chłopak parsknął śmiechem. – Następnym razem mi powiedz, kiedy przyjeżdżasz, bo zaczęłam cię nawet po naszych obozowych bunkrach szukać.
- Mamy obozowe bunkry? – spytałam, po chwili wskazując na Nicka. – Możemy go tam zamknąć? Proszę?
- No olaboga, kicia, czemu ty mnie zawsze chcesz zamykać? – zdenerwował się Nicolas, zaplatając ramiona na piersi i patrząc na mnie z góry (co wcale nie było zabawne, bo był ode mnie wyższy o prawie głowę). – Byliśmy w kuchni, koło lodówki, chciałaś mnie tam wsadzić, żebym się zamroził.
- Nieprawda, tam było za dużo jedzenia, nie opłacałoby mi się to. – Wywrócił oczami. – Chyba, że bym to wszystko wyjęła. I zjadła. To tak, zamiast mogłabym tam ciebie włożyć.
- Przechodziliśmy obok więzienia, a kicia „Ej, Nicolas, patrz, tam powinni być twoi współlokatorzy!”. – kontynuował Nicolas, na co tym razem ja przewróciłam oczami.
- Bo miałeś wtedy na ręce taką śmieszną pomarańczową bandankę, kolorystycznie pasowałeś!
- O tak, jego bandanka jest nawet na jakimś zdjęciu, które kolekcjonuje uparcie Eva w swoim domku – wtrąciła Gabriela, wzdychając marzycielsko. – Kiedyś z nią nawet spał.
- W samych bokserkach? – dodałam, uśmiechając się porozumiewawczo. Litości, znam swojego przyjaciela, on nie umie zasnąć, jeśli ma na sobie coś więcej niż spodenki i koszulkę. Na turnusie tanecznym urządził striptiz dla ubogich, bo wszyscy obozowicze mieli spać w jednym pomieszczeniu w ostatnią noc. Taka sytuacja. 
Ale... chwila. Czy ona właśnie powiedziała, że Eva kolekcjonuje zdjęcia?
Czy to kolejny poziom bycia psychofanką? To przestaje być śmieszne!
- Halo, przyjaciele – westchnął Nicolas. – Ja tu jestem. – Obrócił się do Gabrieli. – Czy mogłabyś mi wyjaśnić...
- Czemu Eva kolekcjonuje zdjęcia? – dokończyłam, wyrzucając ręce w górę.
- Tak właściwie, to gdzie widziałaś to zdjęcie – sprostował Nick, unosząc brew.
Dziewczyna poprawiła okulary i wzruszyła ramionami. Kurde, znowu mi to kogoś przypominało. Na pewno skądś kojarzyłam te ruchy, tylko chciałam wiedzieć, skąd. Gabriela też co jakiś czas rzucała okiem w moją stronę, jakby chciała mnie rozgryźć. Musiało to wyglądać komicznie.
- Eva ma w domku taką małą kolekcję, dzięki której może udupić praktycznie każdego, ale tego nie robi.
- Bo jest miła?
- Nie, bo bardziej się jej opłaca szantażowanie. – Uśmiechnęła się wesoło, na co Nicolas przewrócił oczami.
- Obie mają ten spisek – wyjaśnił, wskazując na Gabrielę palcem. – Ta lata i fotografuje, a Eva to wszystko trzyma. Czy to znaczy, że zdjęcie moich bokserek i bandamki też wyszło spod twojej ręki?
Dziewczyna znowu przesunęła okulary i wydęła usta. Nosz kurde, kim ona jest?
- Ale tylko jedno.
Nick tylko westchnął ciężko i popatrzył na mnie.
- Zabij ją, proszę.
- A mowy nie ma – rzuciłam, uśmiechając się delikatnie. – Ja te wszystkie zdjęcia muszę obejrzeć, jeszcze nawet kilka twoich dorzucę!
- Zmienisz zdanie, jak zobaczysz swoje kompromitujące zdjęcia – wymamrotał Nick, prychając.
- I tak twoje statystyki są lepsze od moich – stwierdziłam, obracając się do Gabrieli i otwierając usta. Bo już cholera dłużej nie mogłam się zastanawiać, skąd ją kojarzyłam.
- Czy ja cię nie znam? – wypaliła przede mną, kiedy byłam w pozycji dość niefortunnej (dziwnie wygięta i z rozdziawioną paszczą). Boziu, jak dobrze, że ona pierwsza zapytała, nie wyjdę na jakiegoś maniaka, który pamięta wszystkie twarze poznanych osób.
- Skądś kojarzę twoje ruchy – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. – Ale nie za bardzo wiem, skąd, bo nie wydaje mi się, żebym cię znała osobiście.
- Czy ty chodziłaś do tej słynnej szkoły? Tej imienia Einsteina?
- Tak, ale ja cię kompletnie nie kojarzę, żebyś tam też była – rzuciłam, zanim zdążyłam się zastanowić nad swoimi słowami. Super, teraz wyjdzie, że ta dziewczyna jest jakąś szarą myszką z zaniżoną samooceną. Brawo, Es.
- Bo to nie moja szkoła, ale tam chodziła moja starsza siostra, Scarlett Shiron.
O. Mój. Słodziutki. Boże.
- Naprawdę? – zapytałam, unosząc brwi. – Scarlett to twoja siostra?
- Niestety tak – potaknęła mi, uśmiechając się.
- Masz takie podobne włosy, i jeszcze ten ruch poprawiania okularów – zawyrokowałam, kiwając głową. Z mojej prawej strony usłyszałam tylko cichutkie „Aha” Nicolasa, ale, mówiąc krótko, trochę go zlałam. Bo tego to się kurde nie spodziewałam.
Scarlett to była po prostu laska roku. Mówię dość obiektywnie, nie tylko na podstawie swoich obserwacji, ale sam fakt, że łaziły za nią tłumy samców na każdej przerwie (nie jestem pewna, jak z lekcjami, bo Scarlett była dwa lata starsza) musiał o czymś świadczyć.
Zawsze świetnie wymalowana, w modnych ciuchach, chudziutka i średniego wzrostu. Swoją wagę nadrabiała gnojeniem wszystkich dookoła, ciśnięciem po każdym pierwszoklasiście i wybujałym ego.
Cholera, nigdy jej nie lubiłam.
- Albo to ona ma podobny ruch do mnie – poprawiła mi Gabriela; w jej głosie dało się słychać pewne... zirytowanie? Jakąś taką niechęć. Zdałam sobie sprawę, że Gabriela musi być młodsza od swojej siostry – jeszcze takiej siostry, którą każdy znał. Życie w takim cieniu musi być ohydne.
- No tak. – Uśmiechnęłam się delikatnie. – Pewnie jako pierwsza zaczęłaś nosić okulary i od ciebie odgapiła ten ruch.
- Jasne – odparowała, robiąc nieco zakłopotaną minę. Szlag by to, musiałam jej chyba sprawić przykrość tym zdaniem, że jest podobna do siostry. Momentalnie zrobiło mi się jej nieco szkoda, bo to nic fajnego, żyć i dorastać z taką lafiryndą jak Scarlett.
- Nicolas, mówiłeś Gabrieli o mnie? – spytałam przyjaciela, chcąc nieco odwrócić uwagę od tematu rodzeństwa Shiron. Nick wydął wargę, potakując głową, ale wyglądał, jakby się bardzo mocno nad czymś zastanawiał.
- Każdy w tym Obozie o tobie wie, Es – wyjaśniła mi żartobliwie Gabriela, puszczając mi oczko. – Nicolas nie umie po prostu nie umie trzymać języka za zębami.
- Chędoż się, Gab. 
Meh, muszę jeszcze popracować nad jego kulturą. Naprawdę, ludzie, którzy przeklinają, są pojebani. I w pizdu niekulturalni.
- Ale tak naprawdę byłam na twojej gali otwarcia cyrku – dodała Gabriela, zbywając mojego przyjaciela machnięciem ręki.
- Mojej... ojeju, ktoś tam był? – zdziwiłam się, patrząc na nią lekko zszokowana. Fakt, robiłam kiedyś choreografię na dzień uroczystego otwarcia jakiegoś budynku, w którym miały się odbywać pokazy artystyczno-gimnastyczne z moją koleżanką z tańców, Veronicą. Ale nie myślałam, że ktoś mi znajomy tam był.
- No pewnie! I jeszcze byłam na wielu twoich występach na konkursach talentów – oświadczyła z podnieceniem Gabriela. Rany. – Świetnie tańczysz, strasznie bym chciała umieć tyle, co ty!
- Ojeju. – Zaśmiałam się, klaszcząc w ręce. – Dziękuję, ale to naprawdę nie jest takie...
- Na pewno jest – przerwała mi z zapałem. – Te twoje piruety, w ogóle kurczę jakieś skomplikowane figury i te twoje uśmiechy na końcu każdego występu!
To było takie... miłe. Naprawdę, serio miłe. W mojej szkole rzadko słyszałam aż takie pochwały i zachwyty, ludzie się przyzwyczaili, być może niektóre dziewczyny zazdrościły (ekhemekhemSCARLETTekhem). Ale nie spotkałam się z aż takim entuzjazmem.
Nicolas wciągnął ze świstem powietrze, westchnął, a kiedy na niego spojrzałam, odwrócił wzrok i zamknął oczy.
- A tobie co? – zapytałam żartobliwie, szturchając go w żebra. – Co tak wzdychasz? Zakochany?
Nick otworzył gwałtownie oczy i popatrzył na mnie z powrotem.
- Czy Scarlett to ta dziewczyna, co mi mówiłaś, że się przespała z wf-istą?
No gratuluję wyczucia czasu, przyjacielu od serca. Akurat zaczynałam się dogadywać i dostawać komplementy.
Żartuję, nie lubię być komplementowana, czuję się wtedy jak zarumieniony ziemniak i nigdy nie wiem co odpowiedzieć, żeby nie wyjść na buraka. W końcu to i to czerwone. Znaczy... ziemniak nie, ale zaróżowiony ziemniak już tak. Boziu, co jest ze mną nie tak?
Powiedziałam mocne i krzykliwe „NIE!” w tym samym czasie, kiedy Gabriela rzuciła głośne „TAK!”.
- To była taka głupia plotka – zaczęłam się tłumaczyć gorączkowo dziewczynie. – Juliette mi to powiedziała po wf-ie, ja to za głośno powiedziałam i... czekaj, Scarlett się przespała z Ludmishem?!
- A nie? – zaśmiała się wesoło Gab, poruszając charakterystycznie brwiami. Kamień z serca, przynajmniej nie miałam tej pseudo-plotki na sumieniu. Bo jeju, straszna była wtedy awantura, chłopak Scarlett był naprawdę wkurzony, a ona z nim zerwała pod pretekstem, że skoro jej nie ufa, to niech... tutaj jestem zbyt kulturalna, żeby powtórzyć ten zwrot, ale sytuacja prawdziwa w stu procentach. Oczywiście tydzień później do siebie wrócili.
- Niemożliwe – stwierdziłam, robiąc wielkie oczy.
- Możliwe – sprzeciwiła się Gabriela, kiwając głową. – Myślisz, że szóstkę z wf-u zdobyła ot tak sobie?
Och. Mhm. Fuj.
- Przecież Ludmish to paszkwil – wyjęczałam, klepiąc się po czole.
- Wiem, widziałam go. Obrzydliwa kreatura – potwierdziła Gabriela.
- No no no, dokładnie – potwierdził Nicolas, potakując energicznie głową.
Coś mi się wydawało, że stosunki siostrzane tych dwóch dziewczyn nie były najcieplejsze. To znaczy... podejrzewałam to już, nawet praktycznie to wiedziałam, ale to, co powiedziała Gab, było trochę innej natury. No bo bądź co bądź, nie rozsiewałabym plotek o swojej siostrze, że się przespała z wfistą. Hm, nie do końca plotek, ale i tak się sytuacja nie zmienia. A wręcz tym bardziej nie robiłabym tego, jeśli to była prawda.
Ale z drugiej strony, to nie mogło być bez powodu. Nikt nie przychodzi na świat z wrodzoną nienawiścią do rodzeństwa.
Dobra, uwaga, nie liczymy Nicolasa czy Amy nieznoszących się z Suzanne. To inna sytuacja.
- O, Nicolas, właśnie. A propos Scarlett... Nick, pożycz komórkę – oświadczyła Gabriela, kiedy ja wciąż rozmyślałam nad dość pokręconych relacjach dziewczyny z jej siostrą.
- Mój Boże, ty interesowna bestio – westchnął Nick, sięgając do tylniej kieszeni spodni. – Zależy, co dostanę w zamian.
- Nicolas, ty interesowna bestio – skarciłam go, trzepiąc w ramię. – Trochę kultury.
- Mogłabyś się nie wtrącać w moje interesy? – odtrącił moją rękę, zbywając mnie szarmanckim uśmieszkiem. Sama odwzajemniłam to uniesieniem kącików ust, bo jeju, wyglądał naprawdę pociesznie.
- Ale ja się nie wtrącam, ja cię naprostowuję, doprawdy, Nick, poziom twojej kulturalności jest na minusie.
- Ale ja miałam zamiar... – wtrąciła się Gabriela, ale w zdanie wciął się jej mój przyjaciel.
- Nie będziesz uczyć handlowca handlu robić! Ale dzieci możesz.
- Chciałbyś.
- I to jak.
- Ej, słuchajcie, bo ja naprawdę mogę...
- Nicolas, wyjmij tę rękę z kieszeni!
- Nicolas, wyjmij tę rękę z kieszeni! Moja kultura osobista mi się bardzo podoba!
- Ale jesteś moim przyjacielem i do jasnej ciasnej nie będziesz mi wiochy robić!
- Ciasnej?
- NICOLAS!
- MAM NUTELLĘ W ZAMIAN!
Na to hasło obydwoje się odwróciliśmy do leciutko czerwonej już Gabrieli, która stała obok nas i otwierała szeroko oczy.
- O, to możemy się dogadać – odparłam usłużnie, rozciągając usta w uśmiechu. – Nicolas, co ty na taki handel wymienny?
- Naprawdę, jesteś gotowa opylić mój telefon za słoik Nutelii? – spytał z zaskoczeniem Nicolas, patrząc na mnie z lekkim niedowierzaniem. Wzruszyłam ramionami, na co ten pokiwał głową. – Słabo, ja bym opylił już za połowę. No ale słowo się rzekło – zwrócił się do Gabrieli i uśmiechnął się szarmancko, wyjmując wreszcie telefon z kieszeni i rzucając go do jej wyciągniętych dłoni. – Domek Ateny, dzisiaj o dwudziestej trzeciej, maleńka. Nie zapomnij o mojej należności.
Gab wyszczerzyła się od ucha do ucha, po czym zaczęła się cofać, machając nam zdobytym telefonem Nicka.
- Robienie z tobą interesów to czysta przyjemność. Super było cię poznać, pewnie się jeszcze zobaczymy – rzuciła do mnie, kiwając mi głową, po czym odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem, z długimi włosami podskakującymi jej na plecach, odmaszerowała w kierunku domków.
- Mogłeś wybulić dwa słoiki.
- O tym samym pomyślałem.
Popatrzyliśmy się na siebie i w tym samym czasie się zaśmialiśmy.
- Jednak nie umiemy robić interesów – stwierdziłam, łapiąc go pod rękę i klepiąc po ramieniu.
- Mów za siebie, u Hermesa mam jeszcze trzy komórki. To jest... – rzucił, po czym przyłożył rękę do brody, żartobliwie marszcząc czoło i udając, że myśli.
- Cztery słoiki Nutelli, geniuszu – podpowiedziałam, wywracając oczami.
- Wiem, prawie wygrałem olimpiadę matematyczną.
- Tak, pamiętam – westchnęłam, puszczając mu oczko. – Dla ciebie trzy minus dwa to dwa. A potem wszystko ci się posypało i brakło ci czterech punktów.
- Nie przywołuj bolesnych wspomnień, wtedy to wcale nie było śmieszne.
- Było.
Popatrzył się na mnie krzywo i lekko uśmiechnął.
- Troszkę. I przez to nie dostałem się do tej twojej szkoły.
Spuściłam wzrok i wzruszyłam ramionami.
- Mój tata nie był zadowolony, jak ci się nie udało.
- Twój tata rzadko kiedy był ze mnie zadowolony – uzupełnił Nicolas, trącając mnie łokciem w żebra. – A najbardziej kontenta był, kiedy raz wróciliśmy o trzeciej nad ranem do domów.
- Myślałam, że cię zabije – zaśmiałam się. Ale zdarzyło nam się to tylko raz (!), i to w sylwestra. A właściwie to w dzień nowego roku, bo, cóż, wtedy dopiero wróciliśmy.
- Nawiasem mówiąc, dzwoniłaś do niego? – zapytał nagle Nick, patrząc na mnie przeciągle. Rzuciłam na niego okiem, po czym odwróciłam wzrok i puściłam jego ramię.
- A po co? Przecież mówiłeś, że wie, że jestem na obozie. Tyle że tancerskim – sprostowałam. – Mówiłeś mu.
- A nie myślisz, że chciałby cię usłyszeć? Że wszystko w porządku, że się dobrze czujesz? – drążył Nick, chociaż niezbyt pewnie. Dobrze wiedział, jaka była sytuacja w domu.
Jakby to wszystko działo się kilka lat temu, zanim moja macocha skupiła całą uwagę na sobie, zadzwoniłabym. Bo wtedy tata naprawdę się mną przejmował, był prawdziwym samotnym tatą z krwi, kości i mięsa, silnym i kochającym. Odkąd nasza dwuosobowa rodzinka przerodziła się w czteroosobową, a moja macocha zupełnie wzięła mojego ojca w obroty, czułam się niezbyt potrzebna. Nawet moja przyrodnia siostra szła w odstawkę, gdy chodziło o jej matkę.

- Nicolas, jakby chciał się dowiedzieć, co się dzieje, zadzwoniłby. Mam przy sobie komórkę, kiedyś tak właśnie robił. – Wzruszyłam ramionami. – Mogę ci pokazać w historii telefonów połączenia przychodzące. Zapewniam cię, że żaden z nich to nie jest numer mojego ojca. 



Znalezione obrazy dla zapytania boy and girl funny gif

100% handlowców

Co nowego w rozdziale?
Esmeralda ma cholerny poranek, cholera. Razem z Nickiem pokonują przeciwności losu i tak dalej, w międzyczasie spotykając Gabrielę, delikatną blondynkę poszukującą przyjaciela, który pożyczyłby jej telefon. 

4 komentarze:

  1. Przeczytałam, genialne <3
    Mogę wynająć Esmeraldę i Nicka na jutro? Wyhandlują mi 4 z poprawy, czuje to <3 xDD :D
    Rozdział fajny (jak dla mnie faktycznie tam powinno być "ś") no, i to chyba tyle xD Nie wiem co napisać, poczekam aż fabułka się troszku rozwinie do momentu, którego nie znam...Choć, faktycznie, tutaj znałam tylko początek :3
    Weny, czasu do pisania!
    - Nez

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że wytargowaliby ci tę 4 z poprawy na zasadzie "Dobrze, wstawiam 4 ale wy juz sobie idźcie, błagam!".
    Ohoho widzę, że ktoś za dużo czasu spędza z cholerną Rowllens bo cholera zaczął mówić na wszytko cholera cholera. Cholera, to jest zaraźliwe.
    Chcę pragnę potrzebuję backstory znajomości Nicolasa i ojca Es. To by było boskie, przysięgam, że to by było boskie... Ja to wiem, ja to czuję ;pp
    Czkekam na kolejne cześci i również wyczekuję momentu w którym moja znajomość fabuły się skończy ;333 Choć coraz częściej są już fragmenty nowe, co mi się baaardzo podoba <3
    Eos

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie! I bym miała już te czwórki ze wszystkiego, bo babka by się bała, że ONI wrócą...mwaahahah...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta laska była świetna.
    Ale teraz tak:
    C H C Ę C H R I S A.
    I więcej Es i Nicka.
    Es i Nick to moi otp chyba :D.
    Co nie znaczy, że to moi ulubieni bohaterowie. Nie, nie...
    ja kocham wszystkich.
    A najbardziej Milosa.
    Okej

    OdpowiedzUsuń