piątek, 22 lipca 2016

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (5) cz.2

Kochani, kolejny rozdział. Przepraszam, że tak późno. Był on już gotowy dawno, ale Lady wyjechała na obóz i nie zostawiła kolejnego. Więc żeby nie było przerwy aż ponad dwu tygodniowej, uznałam, że dodam później. Lady wraca na początku sierpnia, powinna wtedy dodać, a ja zostawiam jej gotowy mój 6 rozdział, bo ja wyjeżdżam jutro. Powinno wtedy pójść szybciej.

Uwaga! Chciałabym zaznaczyć jedną sprawę, dotyczącą tego i innych rozdziałów. 
W Wakacjach z o.o. nie ma postaci, które brały udział w Fielgiej, ale czasem zostawiłyśmy sceny, gdzie te osoby brały udział. I to nie jest tak, że osobę np. Dais (postać już nie będąca częścią tego opowiadania) zastąpiłyśmy nową, Amandą, jak akurat zdarzyło się w tym rozdziale. Amanda jest córką Afrodyty i leci na Thomasa, ale jest inna niż Dais, bardzo inna. Nie będzie to tylko zmienione imię, ale też charakter, dana postać bierze udział w innych scenach, a w starych, gdzie została podstawiona i tak zachowuje się inaczej. Dlatego proszę nie traktujcie tych postaci jak zamienniki starych. Oni są bez powiązania ze starymi, po prostu jako 'wolni' czasem zostali użyci do zapełnienia dziur w treści.

VICTORIA V

- Słyszałam wiele zabawnych historii, ale ta przebiła wszystkie- warknęła Amy, nakładając sobie na talerz fragment śniadania swojego brata, Johnny’ego. Ten westchnął cicho i udał, że tego nie widzi.- No proszę, mordeczki! Przecież ja nie lunatykuję.

wtorek, 12 lipca 2016

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (5) cz. 1

Robaczki!
Cieszę się, że z nami ciągle jesteście. Mam nadzieję, że wasze wakacje są udane i niezapomniane i że te wrażenia utrzymają się do samego końca :D
Przed wami kolejny rozdział. Nie zostało w nim za dużo zmienione ;)
Miłego czytania,
NightLady

W Obozie podobno obowiązywała jakaś reguła, że powinno się wstawać na śniadanie. Ilość wrażeń jednak pochłonęła mnie jednak tak bardzo, że zaspałam... tyle, że na obiad. To nie była moja wina, łóżko było wygodne! Jedynym mankamentem było to, że nie miałam zamiaru cała zwichrzona i potargana iść na ten posiłek, więc uznałam, że się wykąpię.

I właśnie w tym momencie, według relacji Nicka, istoty boskie, panujące nad kuchnią, obraziły się i odmówiły wydawania posiłków.
- To się naprawdę zdarza – tłumaczył mi ze spokojem, kiedy ja wcinałam przeterminowany jogurcik z cholernymi, zaschłymi płatkami. – Ale rzadko. No ale patrz na pozytywy, wczoraj kolacja była dobra!
- Wypiłam szklankę wody, Nicolas.
- Ale moja była dobra.
- Zjadłeś spaghetti, nie da się zrobić niedobrego spaghetti!