wtorek, 29 listopada 2016

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (9) cz.2

Teraz ja nawaliłam- trochę długo musieliście czekać, przepraszam. I nie mogę napisać "ale za to rozdział jest długi!", bo jak na moje poprzednie jest krótki. Jednak pojawia się tu ktoś, kogo dawno nie było i kogo raczej nikt z Was, ani sama Rowllens, nie spodziewaliście się spotkać.
Miłego czytania.
Gwiazda (:

I to dopiero można nazwać pozytywnym rozpoczęciem Turnieju.
Które nie trwało długo, bo nagle, nie wiadomo skąd… pojawiły się ściany. Cholera, brzmi jak psycho-horror. Ale spokojnie, to tylko obóz pełen magii. Wolałam się nie zastanawiać jakim cudem, ale w jednej chwili stałam, a raczej się schylałam po miecz, pomiędzy Norbertem a Esmeraldą, a w drugiej byłam sama. Esmeralda, która była tak blisko, że spokojnie mogłabym ją trącić łokciem w żebra, nagle rozpłynęła się w powietrzu i nie było jej widać… Zamiast tego zamknęli mnie w białym pudle bez wieczka… i nic się nie działo.

Nie miałam nawet pojęcia czy tu są kamery, żeby spojrzeć się w nie z pełną konsternacji i politowania miną. Gdzie są kibice? Zaraz na początku poczułam się urażona- człowiek wpycha się na turniej, czeka na sławę i chwałę, a tu nic, żadnego fana na trybunie. Choć Chejron z Milosem mówili, no ale kurczę- liczyłam, że to jednak bzdury. Jednak potem uzmysłowiłam sobie, że może to i lepiej. Nie będą odwracać mojej uwagi, a ja nie będę miała okazji wyczytać z ich min, że idzie mi beznadziejnie. Jedyne co mogłam zrobić, to obrócić się kilka razy i rozejrzeć. Mimo, że miałam nad sobą niebo, czułam się dziwnie zagrożona. Nie mam klaustrofobii, tylko… Cóż. Uznajmy, że mogłam uwierzyć w niektóre rzeczy, które mówiła Amy… Odnośnie morderczych sposobów, w jaki sposób mogą mnie tu zabić, cholera.
Doszły mnie jakieś krzyki, nawoływania. Najwyraźniej inni uczestnicy próbowali się wydostać, bo słyszałam też jakieś trzaski. Co chwila dopadało mnie „cholera, co to jest?”, „ej, jesteście tam?” albo „co za frajer to wymyślił, ja się dowiem!”.
A potem wszystko znowu ucichło, jakby ktoś wyłączył głos. I wtedy dobiegło mnie:
- Witam pannę, panno Rowllens.
Podskoczyłam jak oparzona, odrzucając miecz w bok i cofając się w tył.
Cholera, niemożliwe. Wytrzeszczyłam oczy, otworzyłam buzie, a geograf, mój geograf!, łysy kret, nie zniknął. Nagle, nie wiem skąd, ani jakim cudem…pojawił się. Razem ze swoim biurkiem, stertą dzienników i teczką przy krześle. Stał, ze złączonymi przed sobą dłońmi i patrzył na mnie wyniośle.
- Widzę, że się mnie nie spodziewałaś.
Nie miałam pojęcia, jak się zachować. Serce waliło mi jak oszalałe, bo byłam w szoku. Jakim cudem przed chwilą… cooo. Przed chwilą byłam obok Es, potem pojawiły się ściany, nie ma mojej drużyny, a stali obok, i bum: geograf, jego cholerne biurko! Myśli leciały przez moją głowę jak podmuch wiatru, który jednak zaraz znikał i nic nie docierało do mnie.
- No proszę- uśmiechnął się cynicznie.- Czyżby nie wiedziała panienka, co mi odpowiedzieć?
Ostatni raz się rozejrzałam, szukając kamer. I to ma być ten wielki Turniej? Skąd będą…aha. Magia.
- Co pan tu robi? Jak?
- Banalne pytanie- skwitował.- To złudzenie, nie ja. Prawdziwy ja, chwilowo siedzi w pociągu do Los Angeles. Zaczęły się wakacje. Ach, nie pamiętasz, uciekłaś ze szkoły.
Dowcipny i kąśliwy jak zawsze.
- Ale nie bój się, jestem jego wierną kopią- popatrzył się na mnie i odsunął krzesło. Posadził swój tyłek w pedalskich spodniach starego wujka i oparł łokcie o pulpit.- Och, jak się cieszyłem, że już cię nie muszę uczyć. Tylko szkoda, że cię nie zatrzymali w zakładzie karnym, panienko Rowllens.
Nie byłam gotowa na jego widok, ani na jakąkolwiek odpowiedź. Byłam gotowa na wszystko- zaczynając na fosie z rekinami, kończąc na wulkanie, a idąc przez tygrysa na sterydach i śmiercionośne, plujące zatrutą tęczą kociaki. Ale nie na łysego Kreta.
- Widzę, że spodobało się ci tutaj.
- Nieprawda- zaprzeczyłam.
- Skłamiesz, byleby się nie zgodzić- westchnął cynicznie.- Wiesz po co tu jestem?
Nie odpowiedziałam, tylko stałam jak ten ciołek z opuszczonymi ramionami.
- Znowu nic nie wiesz- prychnął wyniośle, mierząc mnie spojrzeniem. Chyba wracałam do formy, bo poczułam się urażona.
- A pan znowu nie umie mi nic wytłumaczyć.
- Ale znowu mogę cię oblać- zauważył, panosząc się na swoim nauczycielskim fotelu.- To jak? Gotowa na test?
- Mam wakacje- zauważyłam.
Odpowiadałam automatycznie, żeby tylko coś powiedzieć. To wszystko było zbyt dziwne, najdziwniejsze ze wszystkiego do mnie spotkało do tej pory. Udawałam, że go słucham, patrząc się na ściany i zastanawiając, czy jakbym się chwyciła ich górnych krańców, podciągnęła… nie, chwila. Nie mam takiej siły. O, mogłabym zabrać sorkowi krzesło i wtedy bym przeszła po nim. Ale czy spotkam tam resztę uczestników? Co się tu cholera dzieje?
- Poza tym, na co mam być gotowa…? Może mnie pan oblać, wstawić kolejną pałę, wysłać do Papy Dyra. A ja i tak, jak zawsze z resztą, mam pana w dupie.
- Panno Rowllens!- zawołał, a ja omal się nie uśmiechnęłam. O tak, sentyment.
- Musiałam- wyznałam.
Doszłam do wniosku, że nic więcej nie wskóram. Jasne, mogłam stać i się kłócić. Czułam się jednak skołowana do granic możliwości i wytrącona z równowagi: gdzie Turniej, gdzie Plansze? Co się dzieje?
- W takim razie- zaczęłam, podchodząc i siadając na krześle naprzeciw biurka- niech mi pan wyjaśni co tu się dzieje. I dlaczego jest pan tu.
- To Plansza Nemezis. Wiesz kim była ta bogini?
- Pan mnie nie uczy angielskiego, więc owszem.
Naburmuszył się urażony, jednak jedynie ściągnął usta i przymknął znacząco oczy. Chwilę potem mądrzył się dalej.
- Zemsta. Wymierzanie sprawiedliwości. Gniew boży.
- Mówiłam: wiem kim jest Nemezis. Starość nie radość, dołożyć panu na aparat słuchowy, bo pensja nie wystarcza?
Okay, to było nie miłe. Przeprosiłabym, ale w tym momencie miałam inny priorytet.
- Co tu się dzieje, dlaczego z panem rozmawiam?
- Też żałuję- bąknął wyniośle i przetarł chustką, którą trzymał w kieszeni spodni, swoją dorodną łysinę.- Wszyscy zostaliście poddani próbie. Spotykacie kogoś, na kim chcecie się zemścić, bo coś wam w życiu złego zrobili. Przykładowo: twoja nowa koleżanka, panna Esmeralda McLade… zawsze lubiłem to dziecko, była świetna z kartografii… ta biedna dziewczyna właśnie rozmawia ze swoją macochą. Ines widzi swojego ojca, Jenny rozmawia…a raczej ignoruje samą Demeter, a Charles spotkał się z kolegą ze szkoły, zawiła historia.
- Nie jesteś sorkiem, sorek by takich rzeczy nie wiedział- zauważyłam.- Nie znałby tych imion nawet.
- Faktycznie- dodał, ale zrobił to z taką dumą, że niemal mu nie uwierzyłam. Wypisz wymaluj mój geograf.- Stworzyli mnie bogowie, więc wiem wszystko co się dzieje na tej Planszy… oraz wiem wszystko o tobie, panno Rowllens.
Nie spodobało mi się to ani trochę. Nie zna mnie, nic o mnie nie wie, bo skąd? Bogowie? Aż prychnęłam i wywróciłam oczyma.
- Ulubiony kolor?
- Sama nie wiesz. Ale na razie uważasz, że srebrny, czarny i szary.
- Ulubiony film?
- Też nie masz jednego.
- Ulubiony aktor?
- Ostatnio Heath Ledger, ale też nie umiesz wybrać.
- Najgorszy przedmiot?
- O dziwo chemia. Schlebiasz mi, panno Rowllens.
Cholera, dobry jest…
- Czyli mam tu z panem siedzieć? To tortury czy co? Co to ma do Nemezis?
- Masz ze mną rozmawiać, rozmawiać, aż tak się zirytujesz, że będziesz chciała się na mnie wyżyć- oznajmił, takim tonem, jakby opowiadał o głodzie w Nigerii.- Nemezis. Kara. Gniew bogów.
Patrzyłam się na niego, trochę zdumiona. I co mu miałam zrobić. Nie jestem osobą, która lubi, ani umie kogoś pobić. Tu nie chodzi o zdolności, co psychikę. Miałabym uderzyć nauczyciela? O nie, to nie jest po mojemu…nie mogłabym. Nawet jakbym chciała, to po prostu nie.
- Nie rozumiem.
- Jak zwykle- prychnął z pogardą.
- Jak zwykle źle pan to wyłożył.
- Nie, o nie panno Rowllens- powiedział, a na jego twarzy pojawiło się coś w stylu wygranej. Co wygrał?- Jesteś do mnie źle nastawiona, bo nie chce ci się uczyć. Lenistwo.
- Nie, jest pan kretynem, nigdy pana nie lubiłam- zauważyłam i poczułam się cudownie. On był iluzją. I choć to powiedziałam, nic nie zrobił. Zero krzyków, uwag i odsyłania po darmowe ciastka do Dyrcia. Jedynie zrobił się purpurowy i aż zaczął się trzęść. On zniknie, za godzinę (bo tyle trwała jedna Plansza), on zniknie i wszystko co mu teraz powiem i zrobię zniknie z nim. Zero konsekwencji, zero problemów. Mogę teraz powiedzieć kretowi wszystko, a prawdziwy łysy kret nie będzie o tym wiedział, że z „nim” rozmawiałam.
- Bezczelna jesteś. I to bardzo. Twoja postawa na każdej mojej lekcji to wzór tego, czego robić nie można.
- Sen jest potrzebny.
- Nie na lekcji!- krzyknął się i uderzył ręką w stół. Jak się złościł, to okazywał to całym sobą.- Śpisz, przeszkadzasz, psujesz. A wiesz dlaczego? – uśmiechnął się zwycięsko i popatrzył na mnie jak na kompletne zero.- Bo się nie starasz. Bo raz ci nie wyszło.
- Nie prawda. Nie umie mnie pan nauczyć.
Wkurzył mnie i to mocno. Nie dość, że przez cały mój pobyt w liceum byłam na niego skazana, to jeszcze teraz na Obozie. Czy ta Plansza może się skończyć? Ja nadal nie rozumiałam jej sensu, nic mi nie wyjaśnił. Jedynie się pojawił, zirytował i obraził. I to spojrzenie. Znowu patrzył się na mnie jak kogoś, kto jest od niego gorszy. Znowu się mylił, bo to on był przegrany.
- To jest krytyczne zachowanie, zwalać winę na mnie. Jakbyś chciała, mogłabyś nie mieć problemów w szkole.
- Przechodzimy teraz do całej szkoły, cudownie! –zaśmiałam się odchylając się w tył i opierając o oparcie krzesła z szerokim uśmiechem, pełnym niedowierzania. - Proszę mnie obudzić, jak dojdziemy do analizy mojego domu rodzinnego.
- Sarkazm. Znowu sarkazm!
- Trzęsie się pan. Znowu się pan trzęsie!- odburknęłam, tak samo jak on.
Słysząc to, mój nauczyciel się zirytował bardzo. Ponownie widać było, że nie wie co mi odpowiedzieć. Znowu. I tak już będzie zawsze, to nasza tradycja. A ja miałam ochotę mu coś zrobić. Choćby podejść i podrzeć mu wszystkie papiery na biurku, żeby musiał je sprzątać. Nie było mi szkoda tego człowieka, nie myślałam sobie, co by było, jakbym to ja miała jakąś gówniarę w swojej klasie. O nie, ten człowiek nie zasłużył na moją litość. To on mnie zawsze poniżał. Trudniejsze grupy na testach, dodatkowe odpytki, trzymanie po zajęciach, karne kartkówki za spanie i gadanie. Pomysłowy był. I zawsze potem wyśmiewał, choć kończyło się to moim pyskowaniem i rozśmieszaniem klasy. Ale robiłam to, bo on zaczynał. Bo chciał mnie ośmieszyć.
- Nienawidzisz mnie- zaczął wyliczać- śmiejesz się ze mnie, upokarzasz na własnych lekcjach. A dlaczego? Bo inaczej ty byś była wyśmiewana, że nic nie umiesz. Inaczej, jakbyś nie robiła z siebie chodzącego cyrku co geografię, każdy by mamrotał pod nosem, że jesteś głąbem, nie wiesz nic i nie chcesz umieć.
- Nie, to czysta sympatia do pana- westchnęłam, udając znudzoną. Może i miał rację. Ale to on zaczynał.
- Nieprawda.
Tak, kretynie, teraz mi mów co jest prawdą. Znam siebie lepiej sama. To na pewno. I wiem, na pewno wiedziałam, co myślałam. Byłam bardzo zła. I nie kryję, chciałam dla niego… aghh! Chciałam, żeby coś mu się stało, nie śmiertelnego oczywiście, ale żeby na chwilę to on się poczuł jak nic. Jak totalne nic, czyli jak ja się czułam, kiedy mnie atakował. Bo dopiero potem zaczęłam mu się odgrywać i dopiero potem to on wychodził z naszych potyczek z podkulonym ogonem.
A teraz siedzi tu i mówi mi, że to moja wina. Że jestem idiotką, że inni śmieją się z mojego braku geograficznej wiedzy.
- Wie pan, co jest prawdą?- zagadnęłam, przechylając głowę.- Prawdą jest to, że nawet jak się starałam kiedyś to i tak pan to pomniejszał, deptał, wyśmiewał. Zgłosiłam się raz? W wrześniu, na samym początku. Bo podpadłam i chciałam się odkupić. To zostałam wysłuchana, a potem odpytana na ocenę z czegoś, co było dopiero na tej lekcji i akurat nie rozumiałam. Chciałam tylko powiedzieć, że wiem, co to jest cholerna selva!
- Trzeba cię zmusić do pracy!
- Nieprawda!- przerwałam mu niemal od razu z frustracją. Niech się przymknie, nic nie wie! To przez niego robiłam te szopki, sam jest sobie winien!- Jakby traktował mnie pan na równi z innymi, byłabym w porządku wobec pana. Ale nie- zaakcentowałam.- Pan się uwziął, już na początku. A ja na początku pierwszej klasy naprawdę nie planowałam tego.
- Panno Rowllens, miałem w teczce bagno, a w pogniecionej puszce rozgniecioną żabę!
- Ta woda nie miała się rozlać! To była zwykła puszka z wodą i żabą w środku. Nie moja wina, że się zgniotła, woda wyleciała, a Skoczek nie wytrzymał presji.
- Presji?!- ryknął łysy kret, czerwony na twarzy. Jego łysina robiła się czerwona i już się świeciła.- Ta puszka go zgniotła i nawet odcięła nogę, którą znalazłem po dwóch dniach!
- Trzeba było patrzeć, gdzie się wrzuca encyklopedie, żeby nie zgnieść niczego. Nie moja…
- Nie pani- przerwał mi, śmiejąc się zirytowany. Był zły. Myślę, że tak zły na mnie, jak ja na niego.-  N i g d y  nie jest twoja wina. Nie podchodzisz do niczego poważnie, nie umiesz się za nic wziąć i w pełni oddać. Wszystko to zabawa. Zasady są dla gorszych niż ty, a ty się rządź własnymi prawami swojej dżungli! Swojej selvy!
Stary dziad patrzył na mnie tak, jakby tylko coś paranormalnego powstrzymywało go od rzucenia się na mnie i uduszenia.
- To pan zaczął tą chorą wojnę na lekcjach, ja naprawdę…!
- Dziecko- przerwał mi.- Może i jestem chwilowo mądrzejszy, bo wiem co i jak myślisz, ale wiem też co myśli twój geograf, bo jestem jego złudzeniem. Wiem jak cię sprowokować, zirytować, doprowadzić do łez, ale nie mówmy o winie.
Nic mu nie odpowiedziałam. Skrzyżowałam ręce i wykrzywiłam się lekko. Kim on był, żeby mi mówić, co ja robię? Dlaczego się tu pojawił, akurat on, skoro to Plansza Nemezis? Było więcej osób, dla których mogłabym planować zemstę: ten chłopak, co kiedyś mnie nabrał, że mu się podobam, a gdy w to uwierzyłam, wyśmiał; dziewczyna, która rozpuściła o mnie fałszywą plotkę, przez którą straciłam jedną z najlepszych przyjaciółek; nawet ta przyjaciółka, która uwierzyła w taką bzdurę i mnie zostawiła! Ale jak miałabym się mścić na geografie? Nie mogłam nawet wymyślić, co miałabym mu zrobić.
- Dobra, okay, rozumiem.- Wstałam z krzesła, którę podniosłam do góry i podeszłam do jednej ze ścian.- Rozumiem, ma mnie pan zdenerwować, proszę udało się panu…- Nerwowo odgarnęłam kosmyki włosów, które wypadły ze spiętego na czubku głowy węzła.- Rozumiem, naprawdę… To znaczy, nie, nie rozumiem, ale trudno- zaśmiałam się i popatrzyłam się na łysego kreta z uśmiechem kogoś, kto zaraz zwariuje.
Weszłam na krzesło ale niestety teraz dopiero mogłam złapać za górę ścian. Nie miałabym szans się podciągnąć, co dopiero przez nie przejść.
- Co panna robi, panno Rowllens?
- Uciekam od śmierci- zawołałam w jego stronę, rozglądając się po maleńkim skrawku trawy, na którym stałam ja na krześle, geograf siedział przy biurku i a trochę dalej leżał mój miecz na ziemi. Jak stąd uciec, cholera?
- Od śmierci?
- Tak, tak. Stres i problemy do niej prowadzą, nie słyszał pan?- mruknęłam zamyślona, nawet na niego nie patrząc. Zeszłam z krzesła i podeszłam do jego biurka.- Przepraszam, ale mógłby pan się przesunąć? Potrzebuję przesunąć to biurko i może wtedy jak postawię na nim krzesło… W sumie, mógłby Pan wstać, tak swoją drogą? To krzesło też by mi się przydało.
- Chyba sobie żartujesz?!
- Nie. A co w tym złego…? Dobrze, poradzę sobie bez drugiego krzesła. A czy w takim razie, mógłby pan się choć trochę przesunąć?- Moje intencje były naprawdę dobre, ja chciałam stamtąd się tylko cholera wydostać. Nawet jeżeli po drugiej stronie ściany byłby Alex, to i tak wolałam jego widok niż geografa.- Bo potem będzie wrzask, jak panu zgniotę nogę… Cholera, ciężkie to biurko. Pomoże mi pan…?
- Pomóc?!
- Chyba oboje za sobą nie przepadamy, prawda?- posłałam mu pełne litości spojrzenie.- Im szybciej stąd wyjdę, tym lepiej.
- Jesteś arogancka, leniwa i kochasz się rządzić- ciągnął. Znał mnie tylko ze swoich lekcji, nic o mnie nie wiedział.- Robię co mogę, żeby wyprowadzić cię na ludzi, mógłbym ci pomóc…
- Podziękuję, wole być po swojemu, niż żeby mnie pan wyprowadzał na ludzi- odparłam kulturalnie.- To pana wina, że pana nie lubię.
- Nie. Jesteś podła dla mnie, kompromitujesz mnie przed uczniami, bo nie umiem się przed tobą obronić.
- Cholera!- krzyknęłam, wyrzucając ręce do góry. Miałam dosyć i to poważnie.- Niech pan przestanie robić z siebie ofiarę. To ja jestem pana „okropną gnębicielką”, to mi jest głupio. Ale nieeee, nie mogę przestać, bo jak będę miła, to pan będzie górować i się tym chełpić do cholernej, bliskiej, śmierci. Nie ustąpię, chyba śni pan!- zaśmiałam się.- Ale mimo to, to mi jest potem głupio, że panu uprzykrzam życie.
- Bo masz potencjał, panno Rowllens!- zawołał zadowolony z siebie, energicznie machając łapami.- Masz ogromny talent, jesteś bystra…
- Niech mnie pan nie rozśmiesza do cholery- parsknęłam.- Cieszy się pan jak pedofil w dziale dziecięcym, kiedy na czymś się potknę. Zawsze. Nie wiem jak to zmienić, nie da się.
- Jakbyś chciała! Dziecko, jakbyś ty tylko chciała!
- Chcę!- jęknęłam, bo miałam po dziurki w nosie już tej sytuacji.- Ale pan mi nie pozwoli, a przecież nie odpuszczę pierwsza!- krzyknęłam, zrywając się na równe nogi i uderzając dłońmi o jego biurko.- Nienawidzę pana, bo przez pana mi głupio, a to pan powinien mieć wyrzuty sumienia, że się na mnie uwziął w pierwszej klasie! Jest pan skończonym, zakompleksionym egoistą, który się na mnie wyżywa, a teraz robi z siebie ofiarę, kiedy ja się bronię! I po cholerę ja to panu mówię, proszę po prostu zniknąć.
Wykrzyczałam mu to prosto w twarz, opierając się dłońmi o biurko i nachylając się nad nim z furią w oczach. Tak, furią. Byłam pewna, że widać ją w moim spojrzeniu. Miałam ochotę przewrócić to biurko, zdrapać białą farbę z czterech ścian na około mnie, a potem wszystko okładać tym cholernym mieczem, którego nie umiałam podnieść. Oraz, jak to ktoś zauważył, nawet nie chciałam się nauczyć.
Geograf patrzył się na mnie. A potem na moje ręce. Odruchowo tam spojrzałam i zobaczyłam, że pomiędzy moimi dłońmi leży papier. Szybko omiotłam wzrokiem nagłówek. To było zwolnienie. Wszystkie wypełnione dane wskazywały na to, że to papier, który zwolni geografa…co?
- Co to jest- fuknęłam z obrzydzeniem, prostując się.
- Podpiszesz, a ja stracę pracę, wyląduję daleko od twojej szkoły. Będziesz miała swoje małe zwycięstwo. Nie podpiszesz…
Spojrzałam na niego. Mógłby powiedzieć cokolwiek, a ja i tak już widziałam, że to podpiszę. Ale to jego zawahanie, to ono zmusiło mnie do uniesienia głowy.
- Wtedy co?
- Wtedy przegrasz Planszę Nemezis- odrzekł, uśmiechając się triumfująco.- Proszę, proszę, panienko Rowllens. Chyba nie wiesz, co zrobić. Znowu musisz mnie poniżyć, upokorzyć, zniszczyć spokojną starość. A dlaczego? Bo inaczej zrobię to ja.
Milczałam i patrzyłam na niego twardo. Miał rację. Wszystko co robiłam, byłam problematyczna i wredna, bo inaczej on dopiekłby mi. Zrobiłby ze mnie nic nie warte intelektualnie zero. Ale kiedy zaczęłam mu odpowiadać, uderzać w niego… wtedy przynajmniej klasa zobaczyła, że to „fajnie” być takim buntownikiem.
- Czy to nie smutne?- popatrzył się na mnie z miną „tak mi przykro, że aż wcale” i uśmiechnął szeroko.
Nawet nie dopytywałam się, skąd mam taką władzę. Po prostu podpisałam ten cholerny druczek i z satysfakcją patrzyłam na sorka, który wydawał się być w szoku. Szkoda mi go było przez chwilę. Ale zaraz sobie pomyślałam „czy on miałaby opory wywalić mnie ze szkoły?”.  Nie miałby. I gdyby mógł, gdybym ja nie podpisała, zrobiłby to zaraz po moim akcie łaski dla niego. Bo on mnie też nienawidził. Dlatego trzeba było atakować pierwszym. A ja nie mogłam mu odpuścić, mimo wieku, kultury, szacunku do osób starszych i nauczycieli. Nie dla tego człowieka, który umniejszał moją wiedzę.
I w tej chwili łysy kret diametralnie zmienił wyra twarzy. Nagle zniknęło zdumienie, pojawił się delikatny uśmiech.
- Wiedziałem, że to zrobisz- powiedział.- Muszę ci powiedzieć, że złamałem dla ciebie reguły tej Planszy.
Uniosłam brwi. Dlaczego już się nie trzęsie i nie zachowuje jak pokrywka od czajnika na gazie? Wydawał się być sorkiem, ale tylko z wyglądu; jakby opętał go ktoś całkowicie inny z zachowania, sposobu mówienia.
- Żadne uczestnik miał nie wiedzieć jak wygrać, na czym polega cały szkopuł - ciągnął, patrząc się na mnie z nikłym, ale jakże irytującym uśmieszkiem.- Ale ja wiedziałem. Och tak, byłem pewien!
- Czego?
- Panno Rowllens, czy nawet kiedy ci powiedziałem, że przegrasz tę Planszę, jak to podpiszesz, zawahałaś się?
Przez chwilę patrzyłam się na niego jak na pięćdziesiąty cud świata, bardzo dziwny i nienormalny, ale w końcu zawołałam z irytacją:
- Sprowokował mnie pan!
- Ależ oczywiście, taka była moja robota!
- Po co były te teksty, że znowu nic nie wiem!?
- To z sympatii. Bez nich też byś mnie wywaliła z pracy- machnął ręką.- Prawda jest taka, że to już ci weszło w nawyk, nielubienie mnie. Moja osoba cię bawi, śmieszy, masz mnie za zero. I robisz to, rozumiem, w ramach odwetu.
- Widzi pan? Nienawidzę pana, tylko z pana winy.
- Nienawidzisz- przyznał.- I znowu jesteś zła na siebie, że tak jest. Bo przegrałaś.
Zawsze ja też traciłam, bo to ja wychodziłam na nic nie umiejącą, nieogarniętą Victorię, co w szkole miała przyjaciółki i Dyrka; widywała ich równie często. Przegrałam dwa lata edukacji geografii. Zrobiłam sobie fatalną opinię, z której byłam dumna, a przynajmniej udawałam, bo innych opcji nie miałam. Jasne, sporo osób mi zazdrościło „wow, ale jesteś odważna, szalona, ja bym tak nie umiał!”. Ale ty, kochany, będziesz umiał coś z geografii. Wszystko przez to, że go nienawidziłam. A teraz przegrałam na Turnieju. Bo go nienawidziłam. I tak jak w szkole- kiedy ośmieszanie go i odwet, dawał mi tylko społeczną i chwilową satysfakcję psychiczną… tak i teraz. Byłam zadowolona, że to nie on wygrał. Że nie zostawiłam go w pracy. Ale przez to przegrałam Turniej. Ale nie dostanę punktów za Plansze. Ale…za dużo tych ale, cholera.
- Porozmawiajmy, bo mamy jeszcze chwilę czasu.
- Niech pan się odwali- burknęłam. Muszę przyznać, przeklinanie na nauczyciela dawało lekką satysfakcję.
Najgorsze było to, że zemściłam się w świecie iluzji. Ten druk nie istnieje, nie ma wartości. A przegrana Plansza? Ona miała, a ja ją przegrałam, bo wolałam podpisać nieistniejący papierek. Jednak gdy to robiłam zupełnie o tym nie myślałam.
- Prawda, moja droga- olał mnie zupełnie, uśmiechając się wyniośle,- jest taka, że jesteś zbyt zakręcona na tym punkcie. Masz obsesję niemalże.
- Co? Proszę, bo przez takie oskarżenie, owszem, zaraz mogę się rozpłakać.
- Nie przeżyłabyś z myślą, że odniosłem nad tobą małe, prywatne zwycięstwo.
Miał rację. A ja byłam zła, że ją miał. Ale niestety- punkt dla niego. Nie cofnęłam się. Nawet, jeżeli był on złudzeniem, a prawdziwy sorek nadal pracę w mojej szkole, to i tak zrobiła się we mnie taka frustracja, nienawiść, złość… że musiałam. Chciałam, pragnęłam mu coś zrobić, odegrać się.
Przez chwilę czułam się, jakbym wymierzała mu kare, a kierowałam się swoim gniewem, negatywnymi odczuciami. Nemezis była od karania, przenoszenia na świat boskiego gniewu. Zrozumiałam, na czym polegała ta Plansza.
I wtedy też ona zniknęła, a zamiast ścian, pojawiło się dwudziestu czterech uczestników, każdy odsunięty od siebie, stał w miejscu, gdzie go przeniesiono na początku Planszy. Wyglądało to jakby ktoś nas ustawiał jak drzewa w sadzie, w idealnych pięciu liniach i pięciu rzędach, każdy był oddalony o mniej więcej podobną odległość. Niektórzy zamarli w połowie czynności, którą właśnie wykonywali, niektórzy zdumieni patrzyli na swoje dłonie, w których zapewne coś wcześniej było, a znikło razem z resztą ekspozycji. Niektórzy wyglądali na wściekłych, inni, szczególnie dziewczyny dyskretnie ocierały policzki. Jeszcze inni pozbawieni wyrazów twarzy, po prostu ruszyli w stronę innych osób, a nieliczni wyglądali na nieruszonych.
Ja byłam przede wszystkim wkurzona. Czego bym przed chwilą nie zrobiła, i tak byłabym na siebie zła. Nie dałabym mu satysfakcji, nie pozwoliłabym mu na myśleć „Och, Panno Rowllens. Czyli jednak nie chcesz mnie zwolnić?”. Moja duma by tego nie zniosła, o nie. Mimo, że zniknął, a prawdziwy sorek tak nie myślał… A to co zrobiłam, było równie fatalne, bo przegrałam pierwszą z Plansz.

Zirytowana wypuściłam głośno powietrze przez nos. Brakowało mi czegoś, co mogłabym kopnąć, rzucić. Zamiast tego musiałam zadowolić się swoim mieczem, po który się schyliłam i mocniej zacisnęłam na nim palce.


Co nowego w rozdziale?
Turniej się rozpoczał, pierwsza jest Plansza Nemezis. Rowllens spotyka na niej geografa, który z nią rozmawia, wyjaśnia jej na czym polegają zasady tej Planszy, choć potem przyznaje, że miał tego nie robić. żeby wygrać, należy oprzeć się pokusie zemsty na kimś- w tym przypadku na geografie- na kim uczestnik chciałby się zemścić. Po ostrej wymianie zdań, kłótni, próbie ucieczki po krześle do innego pomieszczanie, Rowllens podpisuje papierek, który zwalnia nauczyciela z pracy. Tym samym przegrywa Planszę, co ją podwójnie irytuje.

3 komentarze:

  1. Teraz spojrzałam, że komentarz, który napisałam 2 dni temu się nie przesłał... Rozdział genialny, czekam na ciąg dalszy! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No i znowu na nic nie mam czasu... więc napiszę tylko, że cudowny rozdział i czekam na kolejne :D Super pomysł z tą Planszą Nemezis, rzeczywiście nie spodziewałam się geografa(ten facet tak bardzo przypomina mojego nauczyciela z gimnazjum... to przerażające), chociaż jak przeczytałam wstęp to myślałam, że uda mi się przewidzieć, kto się pojawi ;D
    Kate

    OdpowiedzUsuń
  3. "Jednak pojawia się tu ktoś, kogo dawno nie było i kogo raczej nikt z Was, ani sama Rowllens, nie spodziewaliście się spotkać."
    Pierwsza myśl: ocho, będzie geograf.
    I co? I CO? JESTEM CHOLERNĄ WYROCZNIĄ!
    Bardzo mi się podobało tu spojrzenie na taką inną Victorię. Taką, co nienawidzi przegrywać, ale również taką, co próbuje się starać, ale nikt tego nie docenia, więc ma wywalone.
    Jak ja się z tym utożsamiam...
    Ej, Ann (sorka, jestem mega przyzwyczajona do tego...), tak właściwie to mi się skojarzyła jedna rzecz: ogarbiasz reklamy Play? Tam jest takich dwóch sprzedających gości. Taka blondynka i gościu w okularach. Gdy pierwszy raz ostatnio ich zobaczyłam to było takie: Amy, Johnny, co wy tu, cholera, robicie?
    Hmmm... co jeszcze...?
    A. Rozwaliło mnie to, jak Vi postanowiła sobie wyjść z tego pomieszczenia. I to: gościu, pomóż mi przesunąć to biurko, bo nie wytrzymię... umarłam.
    Szkoda, że rozdział krótki, ale ok, rozumiem.
    Ogólnie ponawiam prośbę o zmianę tych armatek wodnych na coś sensowniejszego. Bo to była jedyna rzecz, która mi się nie podobała w waszym poprzednim blogu ;D.
    Wierna
    Okej

    OdpowiedzUsuń