Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (11) cz.2

Dziś prima aprilis, jeden z moich ulubionych dni ((:
Z tej okazji rozdział liczący sobie z 25 stron. Powodzenia.


ROWLLENS XI

Czuję się świetnie.
Nie wiem, dlaczego mi nie wierzył.
Może to wina mówienia przez nos - brzmiałam jak Kaczor Donald na sterydach. A może tego, że wyglądałam tak, jakbym piła z jeziora pełnego krwi bez pomocy rąk; byłam w niej cała przy nosie i ustach.
Chłopak, który mnie niósł był rudy i bezlitosny. Trzymał mnie pewnie i mocno przed sobą. A ja jedyne co mogłam robić, to zasłaniać dłonią swoją dolną część twarzy. I się kłócić, oczywiście.
- Wykluczone- usłyszałam od Nicolasa.
Nicolas szedł obok uśmiechając się promiennie do każdego kwiatka i chmurki na niebie.

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (11) cz.1

Nawet nie wiem, co mam Wam powiedzieć. Ostatnio jest dla mnie dość trudny czas, dodatkowo, niestety, nie miałam tych rozdziałów poprawionych wcześniej. Mogę Was tylko przeprosić i pocieszyć, że dalsze rozdziały są w całości poprawione i na pewno nie będzie trzeba na nie tak długo czekać, tylko najpierw musimy do nich dotrzeć :) Z tym rozdziałem przyznaję, że niestety obie z Gwiazdą się zagapiłyśmy, ale w głównej mierze ja. Przepraszam Was najmocniej, jak tylko mogę, ale nie o to najbardziej chodzi. Postaramy się częściej wrzucać kolejne części- ale obie mamy sporo na głowie. Ale ja w nas wierzę!
~Wasza NightLady

- Vicky, wyjdź z tej szatni. Vicky.
Stałam sobie pod drzwiami do jednej z przebieralni razem z niezwykle uroczą blondyneczką i Courtney, powtarzając jak mantrę praktycznie to samo. Kiedy oficjalnie zakończono Turniej, moja koleżanka jako pierwsza wyszła z areny. A ja, jak tylko się uwolniłam od chodzącego za mną Alexa, pobiegłam za nią. Jeśli chciała się rzucić z ławki w szatni, to zamierzałam ją powstrzymać.
Zamierzałam. Bardzo adekwatne słowo. Bo, uwaga, zgadnijcie, co wymyśliła.
- Victoria Rowllens, otwórz te cholerne drzwi.
- Przebieram się – dobiegł do mnie mocno stłumiony, ale jednocześnie zdecydowany głos zza drzwi.
- Jakoś ci to wcześniej nie przeszkadzało – odparłam, równie stanowczo, i kopnęłam w drzwi. – Victoria! Zimno mi, chcę się ubrać w suche ciuchy, otwórz te głupie drzwi.
- Nie.

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (10) cz.2

Żelki!
Powiem krótko i zwięźle!
Cieszcie się Wakacjami, tak rzadko są dodawane!
Wasza NightLady <3
PS. Przypominamy o poście-niespodziance, zachęcamy do przeczytania i zastanowienia się :)



Jak to się mówiło? Z deszczu pod rynnę.
Najpierw moja macocha, która sama w sobie była uosobieniem Belzebuby, zadań domowych i rodzynek w serniku razem wziętych, w dodatku mówiąca o rozwodzie. A teraz proszę bardzo – Vicky. Nawet nie wiem, co gorsze.
Ledwo otworzyłam usta, żeby jej to wytknąć (i przy okazji opowiedzieć o moich spostrzeżeniach dotyczących podobieństwa jej i ściany, to było wyborne!), ale potknęłam się o, cóż, własne nogi. Długie i bardzo fajne, ale jednak moje. Kto wymyślił potykanie się o własne nogi? W takich przypadkach jestem za karą separacji od Nutelli. Kategorycznie.
Mam to samo zdanie na temat... hm, czysto hipotetycznie, na przykład ZMUSZENIA BIEDNEGO DZIECKA NA OCZACH CAŁEJ WIDOWNI DO ROZMOWY ZE ZNIENAWIDZONĄ MACOCHĄ O ROZWODACH. Czysto hipotetycznie, oczywiście.


Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (10) cz.1

Dawno tego nie było, prawda, kochani?
Po dość długiej przerwie, ale jest. Najbliższe dwa (no, z tą częścią trzy) rozdziały należą do mnie, więc proszę spodziewać się ich w odstępie co najmniej półtora miesiąca. Nie no, żartuję :D Postaram się zrobić to jak najszybciej, ale jednocześnie żeby rozdziały były dobre jakościowo. Niemniej niestety najbliższy miesiąc mam zawalony występami (uroki udzielania się w szkolnym chórze). Zobaczymy, jak to będzie, ale naprawdę postaram się Was nie zaniedbać!
Rozdział nie należy do najdłuższych. Ale włożyłam w niego dużo mojego serduszka. Mam nadzieję, że będzie Wam odpowiadał <3
Wasza NightLady ;*
PS. UWAGA! Bardzo ważna sprawa, zachęcamy do zapoznania się z postem niżej (?) - możecie tak znaleźć coś interesującego. 

Wy wszyscy sobie żartujecie.

Ba, nie dość, że sobie żartujecie, to jeszcze wciągacie mnie w te swoje żałosne sztuczki. Wielkie dzięki, Vicky, za zabranie mnie do tego Turnieju.
- Zniknęła mi publiczność – chrząknęłam do stojącej obok dziewczyny z krwiście czerwonymi włosami, z którą byłam w drużynie. – Co to za pomysł, żeby nie było publiczności?
Niezręcznie czułam się z faktem, że, przypuszczalnie, oni widzą mnie, ale ja nie widzę ich. I to nawet samo w sobie nie było tragiczne. Setki razy występowałam z moimi układami tanecznymi przed publicznością, której nie widziałam, bo było za ciemno. No właśnie. Układami tanecznymi.
Wtedy przynajmniej wiedziałam, co robię.

Post-niespodzianka

Kochani nasi!

Od jakiegoś czasu byłyśmy dość często pytane o jedną rzecz. Dużo razy myślałyśmy nad nią dość poważnie, ale zawsze w jakiś sposób nam coś ze sobą kolidowało, nie mogłyśmy się
 za to porządnie wziąć.

Znalezione obrazy dla zapytania shock gif

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (9) cz.2

Teraz ja nawaliłam- trochę długo musieliście czekać, przepraszam. I nie mogę napisać "ale za to rozdział jest długi!", bo jak na moje poprzednie jest krótki. Jednak pojawia się tu ktoś, kogo dawno nie było i kogo raczej nikt z Was, ani sama Rowllens, nie spodziewaliście się spotkać.
Miłego czytania.
Gwiazda (:

I to dopiero można nazwać pozytywnym rozpoczęciem Turnieju.
Które nie trwało długo, bo nagle, nie wiadomo skąd… pojawiły się ściany. Cholera, brzmi jak psycho-horror. Ale spokojnie, to tylko obóz pełen magii. Wolałam się nie zastanawiać jakim cudem, ale w jednej chwili stałam, a raczej się schylałam po miecz, pomiędzy Norbertem a Esmeraldą, a w drugiej byłam sama. Esmeralda, która była tak blisko, że spokojnie mogłabym ją trącić łokciem w żebra, nagle rozpłynęła się w powietrzu i nie było jej widać… Zamiast tego zamknęli mnie w białym pudle bez wieczka… i nic się nie działo.

Wakacje z ograniczoną odpowiedzialnością (9) cz.1

Kochani!
Oto jest- dzień Turnieju. W tym rozdziale jest wszystko co się działo tuż przed pierwsza Plansza. Od rana do wejścia na Arenę. Czyli dlaczego nie powinno się robić zakładów u Amy i Johnny'ego, używać truskawkowych błyszczyków, o tym, że na Jamajce uczą biznesu i że jogurt mango z frytkami nie jest taki zły. Gwarantuję, że będzie ciekawie ((:
Miłego czytania, Wasza Gwiazda


Dziś był dzień Turnieju. Dziś przed całym obozem, z jedną lekcją szermierki za sobą, miałam wyjść na jakąś Planszę i nie dać się połamać, ośmieszyć i nie sprawić satysfakcji nikomu, kto myśli, że nie dam sobie rady.
Taki dzień, trzeba już dobrze zacząć, prawda? Więc idealną pobudką będzie ludzka kanapka składająca się z Es i Amy, hmm? Nie uważacie, że to pobudka wymarzona? Bo ja… że nie. I nie byłam zachwycona, kiedy z krainy snu wyrwał mnie wrzask Amy, a następnie jej łokieć na moich plecach.
© grabarz from WS | XX.